Rumunia

Dziennik podróży Romania Express - 4

Część 4. Fagaras, Peles, Pelisor i Brasov.

Ona napisała 22 artykuły i obserwuje go / ją 2 podróżnicy
(1 ocena)
Dziennik podróży Romania Express - 4
Wstawiony: 23.12.2018
© gigaplaces.com
Byli tam:

Tutaj zabiorę cię do trzech zamków, jednej fortecy w centrum dużego miasta.

Dzień 4

Ciekawe miejsca masywu Karpat.

Do Fagaras jadę tym samym pociągiem pasażerskim z pękniętymi szybami co rano. Proszę nie mylić z górami Fagaras, leży około 20 km na południe od miasta, a słynna droga Transfagaras zaczyna się około 30 km na zachód od miasta. Przecież nie ma nawet czasu na góry, jadę z powodu fortecy. Miałem jednak na stacji taki trudny moment, jak to się czasem zdarza człowiekowi. I tak wszedłem przez stare, pęknięte drewniane drzwi do pokoju z tabliczką z toaletą. Opłata wynosiła 3 Lei (około 15 CZK), ale były to prawdopodobnie najgorsze toalety, jakie kiedykolwiek spotkałem podczas moich podróży. Po wypłacie pani machnęła ręką, co sprawiło, że zrozumiałem, że panowie są zamknięci i muszę iść do pań. Nie miałoby to większego znaczenia, można nawet założyć, że w tych okolicach są tylko „tureckie” dziwki. Drzwi kabiny nie tylko się nie zatrzasnęły, ale też się nie zamknęły. Bo „jeśli trzeba, to trzeba”, wszystko skończyło się dobrze, chociaż nie widziałem zbytniej różnicy między płatnymi toaletami a krzakami, które były dookoła. Nic, poznam się nawzajem. W Fagaras nie znajdziecie wielu zabytków, w zasadzie po około 1,5 km w drodze do centrum miasta, dość nieciekawej dzielnicy podmiejskiej, natrafiam na dwa jedyne ciekawe miejsca w tym miejscu. Z jednej strony jest to piękna katedra św. Jerzego, az drugiej twierdza. Wstęp nie jest drogi 10 LEI (ok. 55 CZK), a wystawa mieści się na trzech piętrach. Twierdza przetrwała 15 oblężeń od początku XVI wieku do połowy XIX wieku, służyła także wojskom austriackim, węgierskim i rumuńskim, a przez krótki czas także rządzącej partii komunistycznej. Całą wycieczkę ukończysz samodzielnie, planem twierdzy, który otrzymasz w kasie. Po zwiedzaniu wewnętrznej, ale i zewnętrznej, przez co mam na myśli okolice twierdzy, która otacza fosę z ptakami, wracam na stację i człowiekiem do Braszowa. Następnego dnia (ostatniego pobytu) planuję Sinaiu i Busteni z kilkoma śluzami. Na dworcu w Braszowie znowu szukam przechowalni bagażu, bo autobus odjeżdża ze mnie o 23 wieczorem i nie chciałem spędzać całego dnia z dużym plecakiem na plecach i siedzę w kierunku pasażerskim w kierunku Bukaresztu. Wysiadam na małej stacji kolejowej w górskim kurorcie Sianaia. Niedaleko stacji znajdują się dolne stacje kolejki linowej na szczyt Furnicy, która przekracza granicę 2000 metrów o kolejne 100 metrów. Ale dzisiaj nie interesuje mnie to tak bardzo, idę w góry do zamków Peles i Pelisor. Znajdują się około 2 km od stacji na wysokości prawie 900 metrów. Po krótkiej wędrówce znajduję oba zamki w zalesionym krajobrazie nad miastem. Zarówno Peles, jak i Pelisor zostały zbudowane przez króla Rumunii Karola I, Peles jako jego rezydencja, a Pelisor jako rezydencja dla jego siostrzeńca i następcy tronu. Oba powstały na przełomie XIX i XX wieku i oba są obecnie dostępne. Czeski ślad pozostawia tu architekt Karel Líman, który zaprojektował Pelisor i uczestniczył w jego ukończeniu w zamku Peléš. Nie przeprowadziłem inspekcji zamku Pelisor z powodu ograniczeń czasowych. Wstęp jest 20 Lei. Ten zamek Peles jest drogi, nawet jak na nasze standardy. Wstęp kosztuje 30 LEI na jedno piętro, jeśli chcesz oba zrzucić 60 LEI, czyli około 330 CZK. I uwaga, fotografia jest dodatkowo płatna, o czym niestety dowiedziałem się dopiero w zamku. Organizacja była tu trochę chaotyczna, miały być dwie kolejki, jedna na zorganizowane wycieczki, druga na indywidualne, ale w obu byli zorganizowani turyści i raz na jakiś czas wybiegł przewodnik i udzielał owcy informacji o wycieczce niestety w czasie mojej wizyty obywatele Hiszpanii i Belgii, więc nic nie wiedziałem. Jednak jeden z uczestników z Belgii, z którym rozmawiałem, przemycił mnie do środka, mówiąc, że przetłumaczy dla mnie na angielski. Ostatecznie nie było takiej potrzeby, ponieważ zanim wszyscy ustawili się w kolejce, było indywidualne tłumaczenie na język angielski. Wtedy zdałem sobie sprawę, że turyści wciąż biegają od jednego przewodnika do drugiego, tak jak im to odpowiada, i dostosowałem się. A z trasy zwiedzania urzeknie Cię na przykład Holul de Onorare Límana, czyli trzypiętrowa sala z rzeźbioną boazerią, apartament cesarski lub duża zbrojownia. Po zwiedzaniu zamku spadam na dworzec skrótem w postaci ścieżki spacerowej, po której przechodzą kolejne rzesze turystów. Mam krótką przejażdżkę do następnego Busteni. To tylko około 8 km, ale jeśli mogę polecić, nie jedź pociągiem ekspresowym. Dopłata jest droższa niż sama podróż i dostajesz do 60 koron. Próbowałem prywatnego pociągu, który kursuje dwa razy dziennie z Bukaresztu do Braszowa i wsiadłem do francuskiego pociągu z przełomu lat 60. i 70. Průvočí chciał dla mnie 4 Lei, ale nie dostałem biletu. Potrzebny jest dodatkowy dochód Holt. Dojazd do Busteni zajmuje około 15 minut. Zamek Cantacuzino, do którego zmierzam, można zobaczyć przed przybyciem na stację po prawej stronie pociągu. Podróż do zamku ze stacji również zajmuje około kwadransa. Wstęp jest płatny do parku wokół zamku lub można opłacić zwiedzanie wnętrz, które zawiera również ciekawy zbiór heraldyki. Zamek został zbudowany w 1911 roku na zlecenie księcia Cantacuzino w stylu neoromańskim. Warto nawet zwiedzić park z fontannami i widokiem na przeciwległy masyw Karpat Bucegi. Po powrocie do Busteni nie wybaczyłam sobie rumuńskiego specjału, czyli zupy Ciorba Biurta. Właściwie jest podobny do naszej flaczki, jest po prostu biały i podawany z ciastami i mocną pastą czosnkową. Cóż, to prawda, że wtedy nie miało znaczenia, co zjadłem, bo czułem we wszystkim czosnek przez trzy dni, ale poza tym było pyszne. Wracam na stację. Miasto Busteni miało kiedyś inną interesującą rzecz, a jest to stary elektryczny rowek do lokalnej papierni. Niestety postęp w Rumunii jest czasem zbyt szybki, więc pozostały tylko resztki korpusu, kolumny i pomnik w postaci lokomotywy elektrycznej i jeden wagon wzdłuż rowka. Jednak pomnik nosi już dość znaczące ślady wandalizmu. Wracam pociągiem do Braszowa, a ponieważ do odjazdu autobusu do Budapesztu zostało jeszcze dużo czasu, wybieram się na spacer po Braszowie. Braszów to prawie 300-tysięczne miasto, nad którym wznosi się wysoka na prawie 1000 metrów góra Tampa, do której można łatwo dojechać kolejką linową. Ogromna nazwa miasta jest również wzniesiona na tej górze. Historyczne centrum znajduje się około 2 km na południowy wschód od stacji. Można się tam dostać komunikacją miejską, ale ja spaceruję. To też od razu potwierdza to, co powiedzieli mi moi rumuńscy koledzy z pracy, że w Braszowie pada prawie codziennie przez prawie jeden dzień. Tak więc na Strada Republica chowam się pod pergolami lokalnych sklepów. Na szczęście szybko się zatrzymuje i dochodzę do placu, na którym dominuje budynek ratusza z muzeum regionalnym pośrodku i fontanną. Biegnę małą uliczką do czarnego kościoła, największej gotyckiej budowli w południowo-wschodniej Europie, która została zbudowana w latach 1383–1477. Powoli zaczynam spacerować po centrum miasta przez park wokół 2 bram, pierwsza nazywa się Kateřinina i jest tylko dla pieszych, a drugi ma trzy łuki, którego środkowy łuk jest używany do ruchu samochodowego i pochodzi z 1827 roku i nosi nazwę Schei. Kolejnym budynkiem, który mnie zafascynował, jest Tkacki Bastion ze ścianami na zboczach wspomnianej góry Tampa. Na ścianach bastionu widnieje rok 1421 – 1437, kiedy to rozpoczęto budowę. Idę dalej wzdłuż murów, mijając dolną stację kolejki linowej, skąd właśnie wychodzą żądni przygód turyści, i wracam do budynku rady województwa, skąd zacząłem okrążać przez centrum. Mam kolejne wejście do twierdzy Braszów. Przyjeżdżam późno, około szóstej wieczorem, więc jest zamknięte, ale widok na miasto też jest tego wart. Pierwotnie od początku XV wieku istniała tu strażnica, później dobudowano twierdzę. Rok nad bramą zapowiada rok 1580, ale po pożarze w 1625 roku cała twierdza została całkowicie odbudowana. Przez pewien czas służył również jako więzienie, a dziś jest atrakcją turystyczną. Twierdza jest już zamknięta, ale namioty wokół niej i stragany z przekąskami sugerują, że wieczorem będzie impreza, koncert, po prostu zabawa. Już nie mogę się doczekać, bo wracam na stację, gdzie odbieram plecak i jadę autobusem na dworzec Bartolomeu, skąd mój autobus odjeżdża późnym wieczorem do Budapesztu. Rumunia to kraj kontrastów, a także kraj wielkich postępów. Po rewolucji otworzyło się tu wiele miejsc turystycznych, które warto zobaczyć. Niestety czasu było mało, więc może następnym razem w innym zakątku Rumunii.

Zamek Peles

Architektura zamku doskonale wpisuje się w lokalny, zalesiony krajobraz

Zamek Peles
Autor: Petr Klauda © gigaplaces.com

Zamek Pelisor

Sąsiedni zamek Pelisor, który jest dziełem czeskiego architekta Karela Límana

Zamek Pelisor
Autor: Petr Klauda © gigaplaces.com

Twierdza Fagaras

Twierdza, która pomimo licznych najazdów nigdy nie została doładowana.

Twierdza Fagaras
Autor: Petr Klauda © gigaplaces.com

Fagaras - katedra św. Jerzego

Piękna katedra to drugie interesujące miejsce Fagaras

Fagaras - katedra św. Jerzego
Autor: Petr Klauda © gigaplaces.com

Brasov

Widok miasta z twierdzy Brasov i przeciwległej góry Tampa z „reklamą” Braszowa.

Brasov
Autor: Petr Klauda © gigaplaces.com
Katarzyny w Braszowie
Autor: Petr Klauda © gigaplaces.com

Katarzyny w Braszowie

Jedna z dwóch zachowanych bram na zachodnim skraju centrum miasta

Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub