Lichtenstein

Ukryte piękno Liechtensteinu

Mały, ale niesamowicie piękny kraj.

Ona napisała 3 artykuły
(1 ocena)
Ukryte piękno Liechtensteinu
Wstawiony: 15.11.2019
© gigaplaces.com
Nadaje się do:
Poszukiwacze przygód
Podróżnicy
Chcą tam:

Kiedy kilka miesięcy temu planowałem odwiedzić Liechtenstein, nigdy nie przyszło mi do głowy, że stanie się on dla mnie TOP w rankingu najpiękniejszych miejsc.

Ukryte piękno Liechtensteinu

Kiedy poznaliśmy poszczególne kraje świata na lekcji geografii w szkole podstawowej, odpowiednio w pobliżu Liechtensteinu i Księstwa Liechtensteinu, tylko stolica Vaduz i zamek na skalistym płaskowyżu nad miastem o tej samej nazwie, który jest oficjalnym wzmianki o rezydencji książęcej rodziny Liechtensteinów. Tak zapamiętałem to małe państwo, które ma tylko 160 km2, czwarte co do wielkości w Europie. Ale ten osobliwy kraj kryje w sobie znacznie więcej niż to, czego uczy się w szkołach. To jedyny kraj, który w całości leży w Alpach, o czym byłem przekonany kilka miesięcy temu. Do dziś nawet w pamięci tego pięknego kraju serce bije. Ale teraz odwiedźmy mały, ale bardzo bogaty kraj, w którym spotyka się luksus i skromność, kraj pełen pól uprawnych, małych gospodarstw, przyjaznych ludzi, urokliwych górskich wiosek i zapierających dech w piersiach krajobrazów z widokiem na alpejskie olbrzymy. Stan fizyczny Pierwsze przebudzenie na kempingu Mittagspitze w Triesen naznaczone jest gęstą mgłą i różową pigułką Ibalgin. Nie wiem, czy jest to spowodowane stresem spędzonym w górach Szwajcarii w zeszłym tygodniu, czy też ulewnym deszczem, wczoraj wieczorem rozłożyłem namiot. Dzięki temu, choć mi się to nie podoba, to zmieniam plany, ale nie fundamentalnie. Pomimo bólu pleców pakuję plecak w góry. Ale zanim dojdę do auta, jakieś 200 metrów, wiem, że dziś nie będę patrzeć na góry. Tak więc poranek spędzimy w stolicy Vaduz, odwiedzimy kilka sklepów, w centrum informacyjnym wydam dużo franków szwajcarskich na pamiątki i pocztówki. Następnie razem z moim czworonożnym partnerem Pedro udajemy się do zamku, który wznosi się nad miastem. Chodzenie pod górę sprawia mi spore problemy. Na szczęście Pedro bardzo mi pomaga. Mgła wciąż przylega do szczytów wzgórz, ale nie mogę. Po kilku godzinach spędzonych w Vaduz wsiadamy do samochodu, przekręcamy kluczyk i ruszamy do Malbun – położonej na wysokości 1600 m n.p.m. górskiej wioski będącej punktem wypadowym na piesze wędrówki. Po drodze gęstnieje mgła, po przejściu przez tunel za miejscowością Steg nie widać krokodyla. Miejscowi mówią, że ten tunel ma kluczowe znaczenie dla pogody. Jeśli za tunelem będzie słońce, w górach będzie pięknie, jeśli mgła i chmury nadal będą się utrzymywać, tej samej pogody można się spodziewać na górze. Tak jest tym razem w naszym przypadku. Jedyne, co mnie w tym momencie uspokaja, to świadomość, że w takiej kondycji fizycznej nigdy nie pójdę w góry. Na parkingu w Malbun zawracamy i wracamy do obozu. Zdecydowanie nie chcę się pogodzić z tym, że nie pojedziemy w tutejsze góry. Życzę i będzie Wam życzliwe Tak więc zaczyna się czas na intensywne nadawanie błagań i życzeń, aby góry wpuściły nas co najmniej następnego dnia. Jednak tego ranka wygląda tak samo jak poprzedniego dnia, z tą różnicą, że przynajmniej plecy się rozluźniły. Patrzę w lewo, w prawo, w górę na wzgórza, potem na Pedro i oświadczam: „Chodźmy, spróbujmy”. W Triesenbergu czeka nas jednak niespodzianka w postaci przyćmionej mgły i śladów błękitnego nieba, na mojej twarzy pojawia się przyzwoity uśmiech, jest jeszcze dużo czasu na radość, daleko do Malbun. Jednak wzrost o 25% powoduje, że z każdym zakrętem powoli wznosimy się ponad chmury odwrotne. Przechodzimy przez tunel i jestem spięty jak struna gitary, zazdroszczę Pedro, że nie musi doświadczać takich stanów, Moje błagania zostały wysłuchane – za tunelem wita nas lazurowe niebo i szybko zakładam okulary przeciwsłoneczne. Teraz jestem pewien, że dziś będzie słońce, radość i niezapomniane wrażenia. Wielokrotnie dziękujemy i pokornie jedziemy w góry. Alicja w Krainie Czarów Aby zaoszczędzić czas i energię, kupuję bilet na otwarty wyciąg krzesełkowy za 9,80 CHF, co jest tak naprawdę jednym z pierwszych niezapomnianych wrażeń z instynktami łowieckimi Pedro i latającymi wokół nas ptakami, którym towarzyszy gwizd świstaków pod nami. Po kilku skokach, czy to w górę, czy w dół i próbie złapania czegoś żywego, w kolejce tak bardzo sobie odmawiam, że później mam problem z wysiadaniem na stacji końcowej, która znajduje się na wysokości 1900 m n.p.m. Pierwsze spojrzenia na mnie zapierają dech w piersiach i od razu czuję się jak Alicja w Krainie Czarów. Podczas gdy okoliczne doliny skąpane są w szarej mgle, my stoimy pod lazurowym niebem, ja w krótkim T-shircie, szortach i doskonale nasmarowanych kremem przeciwsłonecznym. Ten dzień to dla mnie ogromna nagroda, którą szczerze doceniam. To pierwszy raz, kiedy miałem szczęście doświadczyć inwersji w Alpach. Niemniej ból w plecach wyrywa mnie z tej euforii. Chociaż mi się to nie podoba, sięgam do apteczki po kolejną tabletkę Ibalgin. Ale moja determinacja, by podbić panoramiczny tor Fürstin-Gina-Weg, tego nie zmieni. Powoli oddalamy się od górnej stacji kolejki linowej, cieszę się każdym krokiem, dostrzegam każdy oddech i każdy widok w oddali przepięknych widoków na szczyty gór Liechtensteinu, Szwajcarii i Austrii zostaje w mojej pamięci. Od strony drogowskazu Sareiserjoch czeka nas odsłonięty odcinek, który, jak zostanie pokazane później, nie jest jedynym po drodze. Teren jest trudny, więc za każdym razem, gdy chcę rozejrzeć się po regionie, wolę się zatrzymać. Mimo to czasami tracę równowagę, jeśli potknę się o kamień. Wąska, kamienista ścieżka prowadzi nas do wejścia na Augstenberg, gdzie zasłużony odpoczynek i coś do jedzenia. Widoki 360 ° z tego najwyższego wzgórza na Fürstin-Gina-Weg są wspaniałe. Liechtenstein kopie głęboko pod moją skórą. Po godzinie spędzonej na szczycie jedziemy dalej i po niespełna 400 metrach trafiamy na graniczny kamień Austria-Liechtenstein. Po drodze spotykamy jeszcze kilku, potem skręcamy na północny zachód i oddalamy się od granicy. Nie ciesz się przedwcześnie Naszym kolejnym celem jest schronisko Pfälzerhütte w dolinie Naaftal na granicy z Austrią. Zanim do niego dotrzemy, czeka nas bardzo trudny odcinek, który tylko potwierdza trudny teren w górach Liechtensteinu. Schodzimy 200-metrowym odcinkiem skalnym zabezpieczonym stalowymi linami i żelaznymi stupami, co jest dość trudne, szczególnie dla Pedro. Ufam mu, zostawiam mu przestrzeń, żeby mógł wszystko wymyślać i rozwiązywać. Wszystko udaje nam się bardzo dobrze, składam Pedro ogromny komplement, gratkę i znowu jestem z niego trochę bardziej dumna. Zamawiam piwo bezalkoholowe w domku i chłonę klimat tutejszych gór. Spędzamy tu ponad 2 godziny, co wydaje mi się kilkoma minutami. W Liechtensteinie są też krowy – niestety jeszcze przed nami droga powrotna, więc wstajemy i schodzimy żwirową ścieżką do schroniska Gritsch Alm, gdzie czeka nas ważna decyzja. Droga się rozdziela. Po rozważeniu za i przeciw, nasze kroki skręcamy w prawo, co oznacza jakoś przejść przez 3 stada krów i niecałe 200 m n.p.m. w górę. Słońce powoli zaczyna zachodzić za zielonymi szczytami gór i tworzy niepowtarzalną atmosferę. W dolinach pod nami wciąż jest mgła. Ale to nie potrwa długo, a my znajdziemy się pod tak zwaną półką. Wiem, jak niebezpieczne jest zbliżanie się do stada krów z psem, więc zastanawiam się, jak je ominąć. Jedno jest pewne – bardzo duży łuk. Zastanawiam się, czy pod górką skręcić w lewo czy w prawo na wzgórzu. Wybieram wariant „a”, więc w towarzystwie brzęczących dzwoneczków kilkudziesięciu krów brniemy w wysokiej trawie, w której na każdym kroku stąpam po krowie gówno. Po pół godzinie bezpiecznie łączymy się z utartym szlakiem ze znakami turystycznymi. Na horyzoncie ostatniego wzgórza żegnam się z górami słowami: „Do zobaczenia wkrótce.” Wyimaginowane drzwi zamykają się. Odwracam się jeszcze kilka razy, ale gór już nie widzę. Mając Silberhorn za nami, spotykamy się na krętej ścieżce prowadzącej do Malbun. Mgła zaczyna przenikać przez las i tworzy niesamowity spektakl. Czuję się tak, jakby góry mówiły nam tym sygnałem: „Twój czas się skończył”. Zamknęli za nami drzwi, tak jak otworzyli nam je rano – wpuszczali nas tylko jako gości. Charakter krajobrazu Charakter gór Liechtensteinu jest zupełnie inny niż wszystko, co do tej pory widziałem. Z plecakiem na plecach szedłem po górach w Austrii, Słowenii, Norwegii, Słowacji, Czarnogórze, Chorwacji, Polsce, w Wielkiej Brytanii, przełajowym Parku Narodowym Snowdonia, w naszym kraju w Czechach wspiąłem się na wzgórze i teraz Szwajcaria. Ale w Liechtensteinie znaleziono coś, co jeszcze bardziej zwiększyło moje wrażenia z wizyty w tym kraju. Coś, co przewyższyło nawet zaśnieżone zbocza i szczyty austriackich Alp w ciągu ostatnich 3 lat. Tutejsze góry mają tajemnicze oblicze, ich nieskrępowanie i dzikość widać na każdym kroku. Cisza i spokój mieszają się z krzykami świstaków i śpiewem pierzastych mieszkańców gór. Wysokie skaliste szczyty tworzą urocze tło, w którym promienie słoneczne tworzą wspaniałe dzieła. A wszystko, co musisz zrobić, to zatrzymać się, wziąć głęboki oddech i poczuć energię, która pulsuje wokół nas.

Inwersja

Liechtenstein pod maską

Inwersja
Autor: Monika Kupcová © gigaplaces.com
Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub