Włochy

Zimowe wejście na Gran Paradiso

Włoski Wielki Raj

Ona napisała 51 artykuły i obserwuje go / ją 8 podróżnicy
(1 ocena)
Zimowe wejście na Gran Paradiso
Wstawiony: 09.01.2018
© gigaplaces.com
Nadaje się do:
Wspinacze
Byli tam:
Chcą tam:

Szczyt Gran Paradiso jest jedynym szczytem o wysokości 4000 metrów, który znajduje się w całości we Włoszech i nie jest dzielony z żadnym krajem. Uważana jest za jedną z lżejszych gór powyżej 4000 m, ale wejście na nią wymaga pewnego przygotowania i odpowiedniej sylwetki. Przez około 2 lata planowałem jak się do tego dostać i szukałem odpowiednich partnerów, aż do pierwszego tygodnia stycznia, kiedy byłem wolny, znalazłem na Facebooku wpis szukający ludzi w liczbach a celem jest Gran Paradiso. Było jasne, dokąd jadę :-)

Parking pod Gran Paradiso

A więc jesteśmy. Po wymagającej podróży samochodem około 12 godzin z Pilzna, skąd startem do odjazdu był samochód (jechałem z Frýdku-Místku :-) Jest 3:00 i nasza czteroosobowa załoga idzie na krótki sen w samochód przy –15 ° C Budzi nas o świcie. Pakujemy rzeczy, sprawdzamy sprzęt i po porannej higienie i kawie za 1 euro w miejscowym hotelu wyruszamy na dzisiejszy nocleg w domku Vittorio Emanuele II na wysokości 2700m.

Parking pod Gran Paradiso
Autor: Petr Liška © gigaplaces.com
Granica lasu
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Granica lasu

Znajduje się on w odległości krótkiego spaceru od parkingu, który zaczyna się podjazdem. Można powiedzieć, że prawie wznosi się do ściany, ponieważ wzniesienie, które wyprowadza nas z lasu, jest strome. Jednak broń, którą mamy, idzie dobrze, a stopniowo pojawiające się widoki dodają siły :-)

W drodze do domku

Wciąż było tu dobrze, śnieg nie wiał zbyt mocno, a wiatr wiał, żebyśmy nie spocili się zbytnio pod obciążeniem. Powoli pojawiały się nam wzniesienia powyżej 3500m

W drodze do domku
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Domek Vittorio Emanuelle II

Pogoda wygląda idyllicznie, ale zanim dotarliśmy do domku, zerwał się silny wiatr, siła osłabła, a tempo postępu zostało utracone. Mocno wyczerpani umieściliśmy bagaże w zimowej chacie, przygotowaliśmy drewno i roztopiliśmy śnieg w wodzie, aby na wieczór było czym się zająć.

Domek Vittorio Emanuelle II
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Wynik aklimatyzacji

Innymi słowy, wiatr się nasilił. Aby lepiej znosić jutrzejszą wysokość trzeba było tego dnia wspiąć się kilkaset metrów, niestety wiatr i padający śnieg pozwolił nam dostać się ok. 150m nad chatę, skąd widać było co najmniej szczyt naszej jutrzejszej podróży.

Wynik aklimatyzacji
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Wielki raj

Stąd góra wygląda na lekką i niewinną, nie mieliśmy pojęcia, co nas czeka następnego dnia.

Wielki raj
Autor: Petr Liška © gigaplaces.com

Świt

Poranek był krytyczny, wiatr smagał naszą chatę przez całą noc, a rano nie chciał się zatrzymywać. Podjęliśmy trudną decyzję, kiedy ustalono, że będziemy się starać iść tam, gdzie to podąży przy tym wietrze. W świetle reflektorów idziemy przez zamieć w poszukiwaniu naszych śladów z poprzedniego dnia. Niestety moje zaniedbanie i Zdeněk zostawili rakiety śnieżne w domu i to nas teraz powstrzymuje. Dzielimy się na dwie grupy, tę w rakietach śnieżnych i prawie tańczącą na śniegu, a my, którzy ich nie mamy, załamujemy się co trzy kroki do kolan w śniegu. Dopiero o świcie na wysokości nieco ponad 3000m śnieg zaczyna zasypywać solidne deski i nasz postęp zaczyna się przesuwać. W oddali z chmurami Mt. Biały

Świt
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Mt. Biały 4808m

Rano monte bianco, jak to się nazywa włochy

Mt. Biały 4808m
Autor: Petr Liška © gigaplaces.com

Góra na wyciągnięcie ręki

Nim dotarliśmy do Zdendy, gdzie widać już szczyt z całą paradą, zajęło nam to sporo energii. Nieugaszony wiatr, zimno, wysokość, zmęczenie, naprzemienna euforia z widoków, słońce i uczucie, że je mamy. Wszystkim towarzyszą słowa: „Zdendo, czy to źle, kiedy marzną mi pięty?” Nie wiem, moje obcasy nigdy nie zamarzają, … czy twoje obcasy marzną ?! Jeśli możesz iść, to dobrze,. Dlatego niektóre kroki wykonujemy powoli, z regularnymi przerwami w oddychaniu. Granica 3500m jest już znana i wiatr. Nagle zdaję sobie sprawę, że chyba to gwizdnąłem, że tracę morale i nawet nie wiem, czy chcę się na to wspinać. Na dole moralnie i fizycznie staram się dogonić Zdenka, żeby mu powiedzieć, że skończyłem, że mam dość, ale Zdeněk idzie własną drogą i za każdym razem, gdy się odwraca, widzi mnie za mną, gdy idę , więc kontynuujemy na górę: -)

Góra na wyciągnięcie ręki
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Szczyt Gran Paradiso 4061m

To było moje pierwsze spotkanie z tak wysoką górą i to nawet zimą. Nigdy nie czułam choroby wysokościowej, więc to, co nastąpiło po każdym kroku poniżej szczytu, można wyrazić słowami takimi jak: totalne wyczerpanie, osłabienie, chęć pójścia spać i nawrót wymiotów, wspomniany już silny wiatr, zimno , złamane morale. Ale ponieważ jestem już prawie w zasięgu moich przyjaciół i szczytu, pomyślałem, że nie poddam się, nawet w odpowiednim czasie, kiedy mam jeszcze około pół godziny, aby dotrzeć na szczyt, zanim go odrzucimy. Nie wiem, skąd to się we mnie wzięło, ale bardzo powolnymi krokami, przy częstych wydechach, docieram na szczyt dokładnie o 12:00. Czyli w czasie 7 godzin marszu od chaty i przewyższenia około 1400m. Po około 15 minutach zaczynam zdawać sobie sprawę, że na szczycie mojej wymarzonej góry pokonałem granicę 4000m, aw pierwszym tygodniu spełniłem swoje długie marzenie :-) Po chwili odzyskuję siły, zapał do życia i gorąco błyski, które odczuwaliśmy podczas drukowania, zanikły. Góra mnie przyjęła. Niestety dzięki mojemu wczesnemu przybyciu również cofamy się w czasie. Pogoda gwałtownie się pogarsza, a czyste niebo zamienia się w mleko w miejscu zejścia, skąd nie widać 5 m przed sobą …

Szczyt Gran Paradiso 4061m
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com
Chmura nadchodzi
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Chmura nadchodzi

Nadal wygląda to na wykonalne, ale po około 15 minutach nadeszła taka chmura, że nie można było zobaczyć kroku. Staram się podążać śladami kotów, które czasem widzę na śniegu i dzięki temu nie schodzą mi z drogi, niestety z powodu wiatru ślady czasem zasypują i zejście staje się trochę walką o życie, gdzie po prostu idziemy i staramy się nie iść zbyt daleko w lewo, gdzie jest strome zbocze, niezbyt w prawo, gdzie musimy zejść z lodowca. Na szczęście grzbiet góry jest wystarczająco szeroki i po około godzinie wpadamy pod chmurę pokrywającą już cały nasz teren. Nie łagodzi to jednak cierpienia, wiatr wciąż ma coś do powiedzenia i biczuje nas do zmiany kryształków lodu odrywających się od zamarzniętego śniegu. Dopiero na samym dole, gdy jesteśmy poniżej granicy 3000m w korycie od cofającego się lodowca, wiatr uspokaja i daje nam chwilę odpoczynku. Przyjeżdżamy do domku niemalże w świetle ludzi wyczerpanych i jednocześnie usatysfakcjono­wanych udanym dniem. To my, ale rutyna czeka na przygotowanie drewna na ogień, płonący śnieg, wiarę w herbatę i obiad. Joo horal, on ma ciężki chleb :-D

Zejście na parking

Następnego dnia wcześnie rano w świetle reflektorów wyruszyliśmy z powrotem na parking. Nadal mamy drogę na parking. Droga w dół idzie dobrze, świt przysłonił chmury, ale proces przebiega szybko iw niektórych miejscach ośmielamy się jeździć na tyłkach, co dodaje nam radości :-) Na parkingu przy miejscowej restauracji oddajemy się espresso za 1 euro, dziękujemy górze za przyjęcie nas i zawiodła wszystkich w dobrym zdrowiu. W tym samym czasie rozpoczyna się mała uroczystość zdobycia szczytu i powrotu do ojczyzny.

Zejście na parking
Autor: Ladislav Kula © gigaplaces.com

Podsumowując

Wszystko zostało starannie zaplanowane z wyprzedzeniem i wyszła przede wszystkim pogoda, bo w styczniu 2017 roku nie było dużo śniegu. W tym czasie na Gran Paradisa odnotowano pogodę, w przeciwnym razie całe Alpy i Karpaty zgłaszały zachmurzenie ze śniegiem. Wszystko było konsultowane, nawet to, że brakowało nam rakiet śnieżnych, brano pod uwagę, że albo je oddamy, albo zawrócimy do domku. Ale Zdenda i ja pracujemy ciężko, więc poszło na całość :-) Chciałbym podziękować Pavelowi za organizację i realizację mojego marzenia, Zdendzie za jego zachętę i obecność oraz Kamča, który był właśnie z nami i zjednoczył naszą grupę :-)

Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Praktyczne informacje

Część gigisty

Lista gigantów: Alpejskie wspinaczki na szczyty powyżej 3500 m

Zdecydowana większość szczytów Alp powyżej 3500 m npm należy już do najtrudniejszych z koniecznością pokonywania śniegu i lodu.… Kontynuuj czytanie

Alpejskie wspinaczki na szczyty powyżej 3500 m
Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub