Szwajcaria

Przejście z Klein Matterhorn do Castor

Narty grzebieniowe w Szwajcarii

Ona napisała 24 artykuły i obserwuje go / ją 10 podróżnicy
(1 ocena)
Przejście z Klein Matterhorn do Castor
Wstawiony: 01.05.2018
© gigaplaces.com
Chcą tam:

Wallis w Twojej dłoni. Podejścia do Breithorn West (4164 m), Breithorn Central (4159 m), Castor (4228 m). Z nartami na nogach i plecach. Góry w słońcu, góry w chmurach, mgła i biała ślepota. Ratowanie włoskich i niemieckich turystów. W końcu sami zostali uwięzieni w Cervinia z powodu burzy śnieżnej. Koniec kwietnia 2018 r.

Jazda na nartach na granicy szwajcarsko-włoskiej

Pierwotnie planowano jechać z Klein Matterhorn do Monte Rosa, stamtąd w dół lodowca Monte Rosa-Gletscher do Zermatt, skąd wyszliśmy. Jednak pogoda zmusiła nas do skrócenia planu, nadeszły silne wiatry i obfite opady śniegu (na Dufourspitze zanotowano pół metra świeżego śniegu), więc z pierwotnych pięciu dni przeprawy były trzy, ale nie możemy narzekać doświadczenie, wręcz przeciwnie, góry popisały się w prawdziwych ekstremach. Zdjęcie przedstawia czterotysięczny grzbiet zachodniego, środkowego i wschodniego Breithorn, Roccia Nera oraz w oddali Pollux i Castor przy idealnej pogodzie, która panowała pierwszego dnia.

Jazda na nartach na granicy szwajcarsko-włoskiej
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Samochodem do Täsche, pociągiem do Zermatt

Dzień zerowy

Wstajemy o wpół do drugiej w nocy, dziesięć godzin przed nami, parkujemy w Täsch, w Zermatt samochody nie są dozwolone. Celem jest złapanie kolejki linowej na Klein Matterhorn i spanie za trzy i pół tysiąca, aby zaaklimatyzować się, a także zaoszczędzić czas. W Zermatt jest już późna wiosna, temperatura około dwudziestu stopni, naprawdę wyróżniamy się w upale – w skokach (nie mamy ze sobą innych butów), w siedzeniach zawieszonych na lodowcu (nie pasuje dużo w plecaku lawinowym). Nosimy wszystkie ubrania i nadal nosimy na plecach około piętnastu kilogramów; waży poduszkę powietrzną (odwieczny dylemat, czy ją wziąć). Wycieczka na Klein Matterhorn (3883 m npm) to przyjemność za sześćdziesiąt franków szwajcarskich, to najwyższe miejsce w Alpach wyposażone w kolejkę linową, więc Szwajcarzy za to zapłacą. Z Klein Matterhorn schodzimy na stronę włoską do miejscowości Plato Rosa (Testa Grigia) – 3480 m npm, gdzie zaaranżowaliśmy nocleg w schronisku górskim. Cena jest taka sama jak za kolejkę linową, ale w euro, z kolacją i śniadaniem. To powszechna rutyna w alpejskich chatach i oszczędzanie niepełnego wyżywienia nie jest tego warte, nie dostałbyś nawet herbaty w termosie.

Po drodze widok na Matterhorn

Widok na Matterhorn od strony szwajcarskiej, typowy pocztówkowy i zapierający dech w piersiach, któremu wystarczy zrobić zdjęcie. Podejścia nie są w programie o tej porze roku, jest za dużo śniegu, ale latem Matterhorn jest okupowany przez setki wspinaczy, zarówno ze szwajcarskiej, jak i włoskiej strony.

Po drodze widok na Matterhorn
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Widok z Klein Matterhorn w kierunku Włoch

Widok ze szczytu Klein Matterhorn po włoskiej stronie, po prawej znowu Matterhorn, ciekawe, jak ta góra wygląda inaczej z tej strony, nie jest tak majestatyczna, że zepsułaby profil Pic Tyndall? W lewym dolnym rogu zdjęcia widać Plato Rosa – 3480 m, miejsce, z którego wyruszyliśmy, jest to jednocześnie najwyższy punkt po stronie włoskiej, do którego można dojechać z Cervinii kolejką linową.

Widok z Klein Matterhorn w kierunku Włoch
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Cala dell'Uzzo

Angielski „Hell's Mouth”

Kołek oznacza część „pułapki” na nartach alpejskich. To ta część wiązania z przodu utrzymuje but, bez niego nie można jeździć na nartach. Można jednak na nią zejść, w bardzo ciekawy sposób można albo iść prosto, orać, albo skręcać tylko w jedną stronę. Dokładnie taką przejażdżkę przejechał Radek pierwszego dnia, wciąż szczęśliwy, że usterka wystąpiła od razu, więc pojechał do Cervinii i zaczął szukać serwisu. Jak dotąd Honza i ja walczyliśmy z Breithornem. Dzień był piękny, skąpany w słońcu (twarz poparzona wieczorem), dobra widoczność, ale dość wietrzny. Szczerze mówiąc, było na tyle wietrznie, że zdejmując paski narciarskie na tym wietrze, żeby nie odleciały, myślę, że narty były niezłe. Zejście było nieszczęśliwe, zamarznięty śnieg był miejscami czysty, a skorupa byłaby lepsza. Skręciliśmy w siodło do Breithorn Central i wspięliśmy się na nie tylko lekko czekanem i kotami. Radek tymczasem dowiedział się, że jego serwisu nie naprawi żaden serwis, ten sam pin nie był dostępny, więc pożyczył inne narty i ruszył za nami na górę. Szedł prosto pod Polux, żeby zdążyć na czas, dzień był naprawdę dobry do zobaczenia, odłożyliśmy wejście do Pollux na kolejny dzień, mówiąc, że nie będziemy tego przegapić. Dla kompletności narracji i pouczenia czytelników należy dodać, że zejście do chaty urozmaiciliśmy pęknięciem „extempore”, bo dzieje się tak, gdy czujesz, że jesteś mądrzejszy od mapy. Zrozumieliśmy, że rozmawiamy o życiu dość wcześnie, ale żeby naprawdę zapisać je za uszami, musieliśmy nie tylko wydostać się z pęknięć, ale za karę nadal wspinamy się na Polluks – około trzystu metrów wysokości Sam Pollux z miejsca, z którego źle się odwróciliśmy … W domku Rifugio Guide d'Ayas Che Guevara rządzi – rewolucja to flaga i krzyk, ale atmosfera jest naprawdę fajna, imprezy języka dostępne są wyłącznie Włoski, jak na personel punkowy, jest zaskakująco czysty i schludny. Pracowników było niewiele, w tym około dwudziestu osób, grupa prowadzona przez przewodnika.

Widok na wschód ze szczytu Breithorn

Widok na Breithorn Centrale (4159 m) przy wyjeździe z Breithorn West (4164 m). Breithorn jest ogólnie dostępny jako cztery tysiące, które ma pięć wierzchołków, z których wszystkie się liczą i są wymienione jako oddzielne cztery tysiące. Serwer goat.cz ma najbardziej trafny opis pod tym względem: „Breithorn lub Broad Peak to góra, która zawiodła. Przyzwoita góra ma jeden szczyt, ale Breithorn jakoś się rozprzestrzenił i ma pięć”. Breithorn Centrale to śnieg na zdjęciu po lewej stronie, spacer kilka metrów od krawędzi jest dość podnoszącym na duchu.

Widok na wschód ze szczytu Breithorn
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Widok z domku Rifugio Guide d'Ayas (3350 m)

Patrząc w górę, w chmury nad chatą, zdjęcie zostało zrobione z lotniska dla śmigłowców przed chatą. W tle wyraźnie widać pęknięcia, do których dotarliśmy schodząc do chaty.

Widok z domku Rifugio Guide d'Ayas (3350 m)
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Czekamy w ogrodzie na słońce

Dzień drugi

Opuściliśmy domek około siódmej rano, pogrążeni we mgle, czując, że na piętrze będzie szarpać. Nie rozerwał się. W dodatku Radek zgubił się po drodze, był jakieś dziesięć metrów dalej i nagle zniknął. Najwyraźniej przyzwyczaił się do poprzedniego dnia, że może chodzić sam, chłopcze. Następnie czekał pod pokładem Polluksa, którego rozpoznał po skórkach pomarańczy, i wykopał dziurę, aby nie zamarzła. Telefony komórkowe są dość bezużyteczne podczas przekraczania granicy państwowej, przeskakują z sieci do sieci i szukają idealnego operatora, który głównie rozładowuje ich latarkę. Gwizdanie okazało się znacznie skuteczniejsze, zwłaszcza jeśli szukasz kogoś w odległości kilku metrów. Słońce tego dnia nie zaszło, zrezygnowaliśmy dość szybko, na wysokości 3800 m npm dość trudno jest czekać, nawet na wsi. Mocnym przeżyciem był właśnie powrót do domku, tam obchodziliśmy urodziny, zaletą na tej wysokości jest to, że nie potrzeba dużo alkoholu.

Widok chatki Rifugio Guide d'Ayas podczas wspinania się z niej

Wpół do szóstej rano. Chmury opadły poprzedniej nocy poniżej poziomu chaty i zahipnotyzo­waliśmy je, żeby tam pozostały i nie wzniosły się wyżej.

Widok chatki Rifugio Guide d'Ayas podczas wspinania się z niej
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Castor i wróć do Klein Matterhorn

Dzień trzeci

Opuściliśmy domek o szóstej rano. Niestety prognoza na ten i następne dni była zła: przeważnie pochmurno, wiatr, stopniowo padający obfity śnieg. W końcu zrezygnowaliśmy z przejścia przez Castor, ale postanowiliśmy przynajmniej się temu przyjrzeć. W tym samym czasie, gdy my, francuski przewodnik z dwoma klientami wychodziliśmy z domku, trzymaliśmy ich na widoku, gdyby mgła znowu opadła, przewodnik znałby drogę. W ciągu około godziny wspięliśmy się na znane już czterysta metrów nad chatą i zaczęliśmy szybko wspinać się do Castora. Wiał silny wiatr, szliśmy w cieniu północno-zachodniej strony, a ręce mieliśmy dość zmarznięte. Po kilku przejściach lodowych dodaliśmy do pasów surowe soki i po około dwóch trzecich wspinaczki zmieniliśmy się w koty. Utknęliśmy narty w śniegu, noszenie ich nie było sensu. Przed najwyższym siodłem jest odcinek około dwudziestu metrów, który jest naprawdę stromy, przewodnik zabezpieczył go przed nami liną na tyczce z siodła, na którym musiał się wspinać. Postanowiliśmy poradzić sobie z nim na czekanie jak on i zabezpieczyć w drodze w dół. Po wyciągu na siodło jest się praktycznie na szczycie, na główny szczyt trzeba pokonać sześćdziesięci­ometrową wąską i dość odsłoniętą granią. Udało nam się to zrobić prawie minutę, kiedy wróciliśmy ze szczytu na słupek asekuracyjny, chmury już się przemieszczały i szybko otoczyła nas biała mgła. Droga w dół nie była trudna, ale głównie dlatego, że wiedzieliśmy dokąd prowadzi droga, na nartach nie dało się jechać, nie widać było kroku, raczej go pchnęliśmy, ale na dole rozciągało się na chwilę i cieszyło nas to, co to jak uczucie zjeżdżania z czterech tysięcy na nartach.

Kółko 4228 m
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Kółko 4228 m

Rycynowy grzbiet z widokiem na główny szczyt. Droga ma 30 – 40 cm szerokości. Siodełko znajduje się na stosunkowo stromym zboczu po prawej stronie.

Na szczycie świata
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Na szczycie świata

Droga wzdłuż grzbietu Castor.

Zjeżdżanie z siodła Castora

To tylko kilka metrów, ale mają nachylenie 45 – 50 °. Punkt bezpieczeństwa to żelazny pręt, który utrzyma cięgno, ale jeśli go weźmiesz, pozostanie w twojej dłoni.

Zjeżdżanie z siodła Castora
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Przemierzaj we mgle

Podczas trawersu pod Polluxem i Breithornem towarzyszyła nam biała ślepota. Było to niekończące się i dość wyczerpujące, po kilku godzinach zaczynasz być kompletnie rozproszony, nie dość, że nie spostrzegasz kierunku, to też nie dostrzegasz dobrze stoku. Na poziomie centralnego Breithorn natknęliśmy się na dwóch Włochów biegających w zagubieniu i wzywających, aby udać się do Cervinia. Przy ładnej pogodzie wspinali się na West Breithorn i nie mieli ani telefonu komórkowego, ani mapy. Zamiast jechać do Cervinii, skierowali się do Castora. Kiedy pokazaliśmy im, gdzie są, zdecydowali się do nas dołączyć. Zrozumieliśmy, że diabeł jest im to winien stosunkowo szybko, bo co kilka metrów krzyczeli, że tam o tym wiedzą i że się mylimy. Poszło tak daleko, że kazaliśmy im iść sami, ale odmówili. Co gorsza, wkrótce spotkaliśmy dwóch kolejnych Niemców, którzy stanęli naprzeciw siebie i próbowali określić kierunek za pomocą kompasu. To, co nastąpiło później, jest tylko desperackim przykładem tego, jak źle może być. Nie dość, że nie mogli się ruszyć, jeden płakał i zawołał, żeby ich tam nie zostawiać, dosłownie: „Więc ich tam nie zostawiliśmy i po chwili prawie wpadliśmy na kolejkę linową na Klein Matterhorn. https://youtu.be/gEVXbBp60aY

Uwięziony w Cervinia podczas burzy śnieżnej

Dzień czwarty

Zjazd na nartach bardzo nam się podobał poprzedniego dnia, czasem docenisz cywilizację. Po przyjeździe zarezerwowaliśmy hotel w najbardziej przystępnej cenie przez telefon komórkowy; na recepcji nie do końca rozumieli, że za dwadzieścia minut staliśmy w drzwiach. Radek zwrócił pożyczone narty, w kapciach hotelu pojechaliśmy do miasta na pizzę, jesteśmy przyzwyczajeni do ekshibicjonizmu. Plan na poranek był jasny, jedź pierwszą kolejką linową w górę iw dół do Zermatt. Ale jakie było nasze zdziwienie, gdy pani przy kasie powiedziała nam, że kolejka nie jedzie na Plato Rosa, bo na górze szaleje śnieżyca, mówimy, że musimy poczekać, może będzie lepiej. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak się tam dostać, i po godzinie czekania podjęliśmy decyzję, aby na to nadepnąć. Ktoś chyba się nad nami zlitował, bo wypuszczono kolejkę i właśnie ostrzegano nas, że stok do Zermatt jest zamknięty i że jest niebezpieczny. Nie było to takie niebezpieczne, w niektórych miejscach był nawet bardzo fajny puch, po prostu wybuchł tak, że rzucił się z człowiekiem i załadowanym plecakiem, ale najciekawszą jazdę miał Radek ze zerwanym wiązaniem.

Jedź na zamknięty stok nad Zermatt

Nie poszło dalej, więc założyliśmy narty na plecy i ładnie pedałowaliśmy, w dolinie sprężyna była już w pełnym rozkwicie.

Jedź na zamknięty stok nad Zermatt
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com
Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub