Szwajcaria

Monterosa skacze latem

Na stokach w cztery tysiące

Ona napisała 21 artykuły i obserwuje go / ją 9 podróżnicy
Monterosa skacze latem
Wstawiony: 13.08.2021
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com
Nadaje się do:
Ekstremiści

Narciarstwo w czterech tysiącach ze świetnymi zjazdami nawet w tak nietypowym okresie letnim. Zakwaterowanie w domkach Mantua i Gnifetti. Szczyty: Punta Giordani (4046 m), Balmenhorn (4167 m), Piramide Vincent (4215 m), Punta Gnifetti – Capana Margherita (4554 m), Corno Nero (4322 m), Ludwigshöhe (4344 m). Przyjazd w góry przez malownicze wioski, takie jak Scopello, gdzie jeździ Giro d Italia. Sierpień 2021

Na nartach

Na początku nie chcieliśmy brać nart, ale ze względu na pogodę, która najpierw przez tydzień pochmurno, a potem prognoza na pięć dni była klarowna, zdecydowano. W końcu największy problem był w domkach nastawionych na tryb letni, kiedy wstawał między drugą a piątą rano. Na próżno próbowaliśmy im tłumaczyć, że chcemy śniadanie o siódmej. Nie musieliśmy wychodzić po ciemku pod światła reflektorów i iść na wędrówkę, gdy lodowiec był zamarznięty; A zjazdy były fantastyczne.

Na nartach
Autor: Viktor Polášek © gigaplaces.com

Dlaczego jeździć na nartach

Na początku nie chcieliśmy brać nart, ale ze względu na pogodę, która najpierw przez tydzień pochmurno, a potem prognoza na pięć dni była klarowna, zdecydowano. W końcu największy problem był w domkach nastawionych na tryb letni, kiedy wstawał między drugą a piątą, gdzie na próżno próbowaliśmy tłumaczyć, że chcemy śniadanie o siódmej. Nie musimy wychodzić po ciemku pod światła reflektorów i iść na wędrówkę, gdy lodowiec jest zamarznięty; A zjazdy były fantastyczne. Podczas gdy zespoły linowe maszerowały w górę iw dół w stałym tempie, my wciągnęliśmy je w ciągu kilku minut. W dodatku po godzinie drugiej po południu lodowiec był zupełnie wolny, więc np. z Margherita Hütte zjechaliśmy zupełnie sami przez te tysiąc metrów. Piękne Pęknięcia są wyraźnie widoczne latem, starannie ich unikaliśmy. Ponadto wróciliśmy drogą, którą wspinaliśmy się wcześniej. Ciężar rozłożony na obszarze nart jest bardziej odpowiednim obciążeniem dla mostów śnieżnych niż człowiek w kotach, był ostatnim argumentem, ale wiesz, że kiedy przechodzisz przez miejsce, w którym jest tylko mała dziura w ciemności , ale pod nim wyczuwasz krater, jest w tobie mała duszeczka. Na zdjęciu chata Margherita (w chmurach), najwyższa chata alpejska 4554 m. Zdjęcie pochodzi z czterech tysięcy z siodła Colle del Lys. To tutaj przebiega granica między Włochami a Szwajcarią.

Dlaczego jeździć na nartach
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Przyjazd w góry

Pojechaliśmy do Alagna Valsesia, skąd wjechaliśmy kolejką linową na Punta Indren (3200 m). Wioski Piemontu, w których droga się wiła, tak nas urzekły, że wkrótce zaczęliśmy wygooglować poszczególne miejsca na mapie, aby dowiedzieć się, że przejeżdżamy przez kilka zabytków UNESCO. Surowe kamienne domy bez elewacji są jednak malownicze w górskim otoczeniu ze względu na swój projekt. Górski potok, winnice, wszędzie pełno kwiatów i szczególnie ruchliwy ruch. Różowe koła podwieszane w różnych wariantach na elewacjach domów, przy rondach.

Przyjazd w góry
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Aklimatyzacja

Aklimatyzacja byłaby lepsza, gdybyśmy nie znaleźli się tak szybko na wysokości ponad trzech tysięcy, ale nie chciało się i nie można było pedałować na nartach z nartami na bajglu, bo nie zniszcz ich. Tak jak nie ma sensu pakować się na oba warianty – wędrówki i narty. Poniżej temperatury jest około dwudziestu pięciu stopni, powyżej zera. Głowa przestała boleć dopiero po dwóch dniach (czyli jak kogo) i dokuczała nam też bezsenność. Niestety bezsenność jest jednym z przejawów pierwszych stadiów choroby górskiej. Na zdjęciu Cimalegna – Passo Salati (3000 m)

Aklimatyzacja
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Wejście na Punta Giordani

Na zdjęciu widok na kolejkę linową na Punta Indren (3200 m). Po lewej stronie znajduje się siodło, które zeszliśmy w drodze powrotnej. Szczyt pierwszej czterotysięcznej, którą masz „na strzale“ – Punta Giordani (4046 m) jest na zdjęciu pośrodku po prawej stronie. Podejście z kolejki zajmuje około półtorej godziny, w ostatniej trzeciej musieliśmy przesiąść się na koty i włożyć narty do worków, bo lód ślizgał się pod ostrymi nanami.

Wejście na Punta Giordani
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Zejście z Punta Giordani

Pomysł zejścia południowo-zachodnią granią poniżej Piramidy Vincenta (4215 m) lub znalezienia w niej przejścia w śniegu i zejścia nim okazał się dziwny. Poklepywaliśmy się po skałach przez około godzinę (zdjęcie po lewej), aż natrafiliśmy na kilka lin zjazdowych po trawersie. Zjazd z nartami na bajglu, w dodatku z boku i na znaczniki, które nie wyglądały do końca godne zaufania, naprawdę wyszedł nam jako bzdura. Więc pokornie wspięliśmy się z powrotem na górę i zeszliśmy na lodowiec Indren. Na zdjęciu po prawej widać nasze trasy narciarskie wzdłuż ścieżki wydeptanej przez koty, a także ten skalisty grzbiet. Kiedy pewnego dnia zobaczyliśmy grzbiet z drugiej strony, pukaliśmy się w czoła i gratulowaliśmy sobie nawzajem decyzji o zawróceniu go na czas. Ścieżka wzdłuż grzbietu rzeczywiście istnieje, ale cały czas prowadzi wzdłuż skały, wszystkie „obiecujące” przejścia z góry kończą się w kamieniołomach.

Zejście z Punta Giordani
Autor: Viktor Polášek © gigaplaces.com

Dostęp do domku Mantova

Nasza grupa liczyła pięciu członków. Jeden profesjonalny fotograf, jeden producent nart (Four Oaks Skis) i jeden burmistrz (nienazwane wioski). Honza i ja mieliśmy osiemnaście lat od ślubu tego dnia, nie dał mi nawet kwiatka holomka.

Dostęp do domku Mantova
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Balmenhorn wietrzny i Piramide Vincent

Więc następnego dnia wyszliśmy z chaty Mantui. Była słoneczna pogoda, ale stosunkowo wietrznie. Oryginalna prognoza nie uwzględniała w pełni wiatru o prędkości 50 km/h w porywach, czyli prędkości, z jaką lecą Twoje narty. Podmuchy nie ustały, a zamarznięte kryształy dźgały twarze. Kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu Piramide Vincent (4215) zawróciliśmy z myślą, że przeciwległy Balmenhorn (4167 m) będzie lepszy i co najważniejsze jest biwak. To było. Na zdjęciu po prawej stronie mamy biwak, a za nami płaski szczyt Piramide, z którego chcieliśmy zejść. Wróciliśmy do niego po południu, kiedy wiatr był przynajmniej trochę cieplejszy. Woleliśmy zostawić narty w siodle i chodziliśmy tylko po kotach.

Balmenhorn wietrzny i Piramide Vincent
Autor: Viktor Polášek © gigaplaces.com

Wejście na Piramide i Balmenhorn

Zdjęcie po lewej pokazuje ostatnie wejście na Piramidę Vincenta (4215), zdjęcie pośrodku krótką ferratę prowadzącą na szczyt Balmenhornu (4167 m), zdjęcie po prawej pochodzi ze szczytu Balmenhornu i patrzy na północny wschód do Corno Nero (4322 m).

Wejście na Piramide i Balmenhorn
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Jezus na Balmenhorn

Na szczycie Balmenhornu (4167 m) znajduje się wielki Jezus. Prawdopodobnie powinien chronić wszystkich śpiących pod nim na biwaku. Gdy wiatr mocno wieje, również poczujesz kłujący dowód na to, że nie ma kadibudki, więc idziesz w prawo po skale. Biwak jest naprawdę cudownym schronieniem dla tych, którzy znajdą się tutaj przy złej pogodzie. W każdym razie w południe było już zajęte w słońcu.

Jezus na Balmenhorn
Autor: Jan Fibiger © gigaplaces.com

Capanna Gnifetti

Zejście do chaty Gnifetti (w sumie trzy razy) zawsze było super. Miękka letnia firna właśnie pryskała z nart. Jedyne, co psuło nasze wrażenie, to spalone usta. Pomimo tego, że stale smarowaliśmy twarze kremem o współczynniku 50, nadal mam pęcherze na ustach. Krótka ferrata prowadzi z góry do chaty. Śmigłowce dość często krążyły nad głową – częściowo z zaopatrzeniem.

Capanna Gnifetti
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Capana Margherita

Na czterotysięcznej Punta Gnifetti lub Signalkuppe (4554 m) znajduje się najwyższy domek w Alpach, Capana Margherita. Jego nazwa pochodzi od królowej Margherity z Włoch, Małgorzaty Sabaudzkiej, która osobiście go otworzyła. Musiała być dość twardą dziewczyną, kiedy wspinała się tak wysoko na lodowiec w swoim czasie, a już na pewno w spódnicy, bo kobietom nie wolno było wtedy chodzić w spodniach. Najsłynniejsza włoska pizza nosi również imię Margherity. Do domku wybraliśmy się trzeciego dnia naszego urlopu w górach.

Capana Margherita
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Colle Del Lys

Wiatr stosunkowo się uspokoił, choć rano leciały małe płatki, ale potem niebo zalało błękitem i mogliśmy spokojnie wspiąć się na przełęcz Colle Del Lys (4220 m), gdzie przekraczamy granicę z Włoch do Szwajcarii. W siodle był w sumie Václavák, kilka drużyn linowych różnych narodowości. Nie zrozum mnie źle, to nie jest wspinaczka, siodło to „odznaka”, na której można płynnie przejść ze wszystkich stron – i masz widoki na wszystkie strony. Przed nami otwierała się droga do chaty Margherite (na zdjęciu na górze w chmurze) i widok na Zumsteinspitze (4562 m) i Dufourspitze (4634 m) naprzeciwko chaty. Niedaleko stąd, często spaceruje się na Zumstainspitze, na Dufourspitze – najwyższą górę w Szwajcarii – nieco trudniej jest wspiąć się po skalistym grzbiecie. Zdjęliśmy surfayny z nart, żeby lepiej ślizgały się po pasach, droga prowadziła lekko w dół z siodła, a potem kilkadziesiąt metrów po równinie. Jednak do domku czekała nas wspinaczka około 350 metrów. Na prawo od nas stała potężna Parrotspitze (4443 m), przez chwilę dyskutowaliśmy, czy będziemy się wspinać w drodze powrotnej, ale potem odrzuciliśmy ją, po prostu nie chcieliśmy.

Colle Del Lys
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Piwo na szczycie świata

Do domku dotarliśmy za około godzinę, idealnie, żeby w międzyczasie zmiękł śnieg – zanim wypijemy najlepsze piwo. Świetnie się bawiliśmy odwiedzając alpejską toaletę, gdzie dosłownie pytali: „Spróbuj srać na dziurę”, wody jest po prostu mało. Honza i Viktor zabrali narty do domku, więc cieszyli się zjazdem po oblodzonym czterdziestos­topniowym stoku, reszta z nas miała je pięćdziesiąt metrów pod domkiem. Lodowiec był pięknie wyludniony, zeszliśmy aż do huty Gnifetti. Po drodze okrążyliśmy Jezusa, pod nim był bardzo fajny freeride. O czwartej po południu w domku zostały trzy godziny do kolacji podawanej luzem o siódmej wieczorem, więc może wystarczy wysuszyć swetry, koty, pasy i potem spróbować odpocząć, pewnie czeka nieprzespana noc dla nas ponownie.

Piwo na szczycie świata
Autor: Jiří Novotný © gigaplaces.com

Corno Nero i Ludwig Hohe

Ostatni dzień w górę, dzisiaj schodzimy. Libor wygląda na niezadowolonego – wzrost nie robi mu nic dobrego – ale w końcu też chce znowu iść wyżej. Czekają na nas ostatnie dwa czterotysięczniki, wokół których spacerowaliśmy tylko do tej pory – okrągły śnieg Ludwig's hohe (4344 m n.p.m.) a obok niego skalisty psi Corno Nero (4322 m n.p.m.). Na zdjęciu wspinaczka do hohe Ludwiga, po prawej wierzchołek Corno Nero – jak widać, koniec (30 metrów – dokładnie mierzony naszą liną) wspina się po pięćdziesięci­ostopniowym lodzie, z górki najczęściej schodzimy. To była dość ciekawa odmiana, było sporo grup i nie było zbyt wiele miejsca na górze. Zdjęcie po lewej stronie pokazuje szczyt Punta Giordani, na który pojechaliśmy pierwszego dnia.

Corno Nero i Ludwig Hohe
Autor: Viktor Polášek © gigaplaces.com

Wyjście na kolejkę linową

Z Gnifetti zjechaliśmy siodełkiem na lodowcu Indren. Google stworzył ciekawą kompilację z trzech zdjęć, która dość wiernie oddaje rzeczywistość. Dużo gorszy od siodełka był stopniowy zjazd po nierównej nawierzchni do kolejki linowej. Przez te cztery dni, kiedy nie padało, tylko prało słońce, śnieg opadł tak bardzo, że nie znaliśmy miejsca.

Wyjście na kolejkę linową
Autor: Jan Fibiger © gigaplaces.com

W dół siodełkiem do kolejki linowej

Zdjęcia zjazdów zawsze wyglądają płasko. Przynajmniej Libor ma najlepsze podejście do wyścigów.

W dół siodełkiem do kolejki linowej
Autor: Viktor Polášek © gigaplaces.com

Podgórski

Zakotwiczyliśmy na noc w malowniczej wiosce Boccioletto i kolejne dwa dni spędziliśmy powoli wracając do Czech z przystankami przy Sacro Monte di Varese (Święta Góra, zabytek UNESCO) oraz nad jeziorami Lago d'Orta i Lago d'Garda. Włoski Piemont urzekł nas swoją różnorodnością i wspaniałą wrażliwością tutejszej architektury.

Podgórski
Autor: Viktor Polášek © gigaplaces.com
Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Oni tu byli (1)

Chcą tam (0)

Bądź pierwszym, który zechce tam pojechać!

Byłeś tam? Przekaż dobrą radę podróżnym, którzy chcą udać się w ten obszar lub dodać miejsca do odwiedzenia.

Chcesz tam iść? Nie ma nic łatwiejszego niż porozumienie się z innymi i wyruszenie w podróż lub otrzymanie wskazówek na temat miejsc, które chcesz zobaczyć.

Zajęcia

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 0 podróżnicy

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub