Gruzja

Podejście do Kazbeg

Droga na szczyt gruzińskiej pięciotysięcznej

Ona napisała 1 artykuły
(1 ocena)
Podejście do Kazbeg
Wstawiony: 06.11.2018
© gigaplaces.com
Byli tam:

Kazbeg to siódma najwyższa góra na Kaukazie o wysokości 5033 m n.p.m. Podobnie jak Elbrus jest wulkanem. Ostatnia udokumentowana erupcja miała miejsce około 750 rpne, co jest geologicznie niedawne. Nadal widoczne są tu odgłosy aktywności wulkanicznej. Według greckiej legendy Diem, Tytan Prometeusz, został przykuty łańcuchem do skały tej góry, aby ukraść ludzkości ogień od bogów. Kara była tym bardziej wyrafinowana, że codziennie orzeł wyrywał mu wątrobę, która mu odrastała. Najwyraźniej nie ma spokojnego miejsca …

Przygotowanie

Podejście na szczyt Kazbeg było celem numer jeden naszej jesiennej wycieczki do Gruzji. Dlatego też w mgnieniu oka zmieniliśmy nasz plan, gdy obudziliśmy się rano na drugim końcu Gruzji i zobaczyliśmy zaktualizowaną prognozę pogody. Dla części Kaukazu wokół góry zapowiadało się jasne przez najbliższe trzy dni. Zaczęliśmy więc pożyczonego Outlandera i zamiast jechać do skalnego miasteczka Vardzia, wyruszyliśmy w 300-kilometrową podróż na północny wschód do granicy z Rosją. Z wieloma przystankami na jedzenie, wino i zdjęcia szczęśliwie dotarliśmy wieczorem do miasta Kazbegi, inaczej również Stepancminda. Nad nami z chmur wystaje pokryty śniegiem stożek wulkanu oświetlony zachodzącym słońcem, aw drewnianym domu centrum informacyjnego zbudowanego tutaj przez Czechów w Potrzebie debatujemy ze współczującymi Polakami. Omawiamy pułapki podróży i rozwiązujemy pytanie, czy z przewodnikiem, czy bez. Podobno zrobimy to sami ze względu na pogodę. W wypożyczalni zabieramy foteliki, karabinki, kaski oraz linę. Mamy nasze koty i różdżki. W przeciwnym razie można wypożyczyć praktycznie wszystko, łącznie ze śpiworami i butami. Czas zjeść kolację i iść spać. W ramach naszego spontanicznego bojkotu booking.com, airbnb i innych osiągnięć tamtego czasu, na które przypadkowo zdecydowaliśmy się w Gruzji, pytam palacza na ciemnej ulicy wioski Gergeti, czy mógłbyś gdzieś spać. Odpowiedź brzmi: tak, negocjujemy cenę i zostajemy wprowadzeni do góralskiego domostwa z dwoma przyjemnymi pokojami gościnnymi i jeszcze przyjemniejszą gospodynią. Dostajemy wspaniały obiad i do wieczora rozmawiamy i pijemy z teściem wódkę.

Widok z Kazbegi na szczyt, który wciąż ginie w chmurach

Widok z Kazbegi na szczyt, który wciąż ginie w chmurach
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Dzień pierwszy - wejście do chaty betlejemskiej

Rano wyjeżdżamy samochodem z Gergeti do kościoła Cminda Sameba (Świętej Trójcy) na wysokości 2150 m. Większość turystów przyjeżdża tutaj taksówkami polowymi. Roztaczają się z nich widoki na góry i kompleks gruzińsko-prawosławnych kościołów na niewielkim płaskowyżu. Kochamy też siebie przez chwilę, uciekamy przed psem, który wygląda na wściekliznę, robimy zdjęcie z osłami i szybko wychodzimy. Ścieżka prowadzi przez górskie łąki z pięknymi widokami. Jest dość zajęta, wiele osób chce iść przynajmniej do pierwszego siodła lub do przodu lodowca. Teren stopniowo zmienia się w kamienisty. Po 2,5 godzinach marszu docieramy do lodowca na wysokości 3250 m. Zakładamy koty. Do tej pory droga do orientacji była bardzo łatwa. Ale tu na lodowcu jest gorzej. Mapy.cz trochę pomaga, ale najlepiej podążać za odchodami. Chata zaopatrzona jest w osły, muły i konie. Instynktownie wybierają bezpieczną ścieżkę i, co najważniejsze, zostawiają na lodowcu sporo śladów w postaci pączków. Po kolejnych dwóch godzinach podróży „pa kakáškam” docieramy do chaty betlejemskiej.

Odpocznij w siodle pod lodowcem

Odpocznij w siodle pod lodowcem
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Nie musisz brodzić w strumieniach

Nie musisz brodzić w strumieniach
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Przód lodowca Gergeti

Przód lodowca Gergeti
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Base Camp - budynek dawnej stacji meteorologicznej

Budynek dawnej stacji meteorologicznej – obecnie Chata Betlejemska według pobliskiej jaskini, w której według legendy przechowywano szopki z Betlejem, w których urodził się Jezus. Domek jest masywnym kamiennym budynkiem z wieloma małymi pokojami. Śpi tutaj na łóżkach piętrowych dla sześciu osób. Tutaj nie wprowadza się wody. Toaleta to wiata z otworem w podłodze 100 m od budynku. Nie ma tu nic do kupienia, wystarczy zapłacić 40 lari za osobę za noc, podczas których myszy biegają po twojej głowie, a lisa meluzyna przez szczeliny pod oknem. Z drugiej strony masz zapewniony widok na góry i możesz samodzielnie przygotowywać posiłki na własnym piecu w kuchni – świetlicy. Inną opcją jest spanie za wynagrodzeniem w domku za opłatą 10 lari. Jemy kolację z własnego magazynu i wcześnie kładziemy się spać. Wstaniemy około drugiej

Budynek dawnej stacji meteorologicznej

3700 m n.p.m. nie jest do końca wygodny, ale jest idealnym punktem wyjścia do ataku na szczyt Kazbeg

Budynek dawnej stacji meteorologicznej
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Miejsce dla 6 osób

6 osób śpi tutaj bez żadnych problemów, tj. Jeśli biorą zatyczki do uszu i nauszniki.

Miejsce dla 6 osób
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Dzień drugi

Podbój szczytu

W rzeczywistości wstajemy o drugiej w nocy po sześciu godzinach tarzania się na piętrowym łóżku. Parzymy ciepłą herbatę i płatki, ao trzeciej wyruszamy razem z dwoma Czechami po pięćdziesiątce, Jirką i Milanem. Spotkaliśmy ich po przybyciu do domku. Wędrowali już po gruzach wokół lodowca z wczoraj, kiedy udało im się odbyć wyprawę aklimatyzacyjną. To znacznie ułatwia nam procedurę w ciemności z reflektorami. Znowu mamy linę, którą można podrzucić wyżej, kiedy wszyscy chcemy związać. Stopniowo wyprzedzamy wszystkie grupy, które pojawiły się przed nami. Położyłem koty na lodowcu. Wraz ze wzrostem wysokości staje się coraz bardziej zimny. Orientacja na lodowiec jest tym razem łatwa. To spotkanie w górę i przez Rosję – droga naprawdę prowadzi około kilometra przez terytorium Federacji Rosyjskiej, ale nie trzeba się tu martwić o celników, ale są wspaniałe widoki na najwyższą górę Kaukazu, Elbrus . Ale chłopcy uciekają przed nami. Aklimatyzacja jest znana. Idziemy dość ciężko. Jest straszna zima, około 15 stopni poniżej zera, wieje, a stok ma nachylenie około 40 stopni. Zawsze zatrzymujemy się i odpoczywamy po około 10 minutach. Ale i tak rośnie stosunkowo szybko. Jakoś nie ma odpowiedniej okazji, aby przywiązać się do liny, wspinanie się u kotów jest dość bezpieczne. Nawierzchnia nie jest oblodzona i nawet upadek nie oznaczałby niekontrolowanego zjazdu. Nie oznacza to, że zawsze tak musi być. Nie warto tutaj lekceważyć sprzętu, wiele osób już za jego lekkość zapłaciło życiem. Oprócz kotów przydatne są również gogle narciarskie. Chroni oczy przed pyłem wulkanicznym, który napędza wiatr z nagich części góry. O wpół do dziewiątej jesteśmy na szczycie Wielkiego Kazbega – 5033 m. Chłopcom udało się to zrobić w 15 min. poprzednio. Jest wyraźna i piękna widoczność. Cieszymy się z tego. Radość!!

Ostatnie metry

Kilka ostatnich korków na szczyt Wielkiego Kazbega – 5033 m. Z tyłu pośrodku zaśnieżony Elbrus – najwyższy szczyt Europy

Ostatnie metry
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Jeszcze następnego dnia

Zejście

Ułatwiamy to tak łatwo, jak to tylko możliwe. Kiedy zbocze nie jest tak strome, zdejmujemy koty, trochę zjeżdżamy, a potem wyciągamy plastikowe worki na śmieci i zbiegamy jak mali chłopcy, po prostej części lodowca jest łatwiej. Unikamy pęknięć. Jednak zejścia gruzu nie da się w żaden sposób złagodzić. Po naszej lewej stronie widać i słychać rozpadającą się górę. Bez przerwy odłamuję głazy wysoko nad nami i lecę w dół zbocza z dużą prędkością, kończąc na zagłębieniu niedaleko nas. Lodowiec pęka. Wszystko jest w ruchu. Michał wskoczył do toalety w morenie bocznej lodowca. Kiedy wrócił tego ranka, naturalny kamień zakrył jego naturalną toaletę. Gdyby natura przed chwilą zdecydowała się „spłukać”, cała wyprawa mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Po prostu nie ma tu spokoju, mimo że Kazbeg już nie śpi, a Herakés już dawno wyzwolił Prometeusza i orła.

Zejście po stromym zboczu

Zejście po stromym zboczu
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Przyspieszone zejście

Gdzieś na granicy Rosji i Gruzji wyjmijmy plastikowe worki na śmieci i zjedzmy!

Przyspieszone zejście
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Góra jest pełna szacunku

Po południowej stronie nieustannie wypuszczane są ogromne głazy, które lecą w kierunku doliny

Góra jest pełna szacunku
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Seraks

Lodowiec wciąż się porusza

Seraks
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Jeszcze następnego dnia

Reszta

Około czwartej wracamy do domku. Pogoda wciąż jest piękna. Michał postanowił dalej oddawać się Gergeti. Nie zrezygnuje jutro. Zgodnie z planem zostaję w domku na kolejną noc, za którą zapłaciliśmy z góry. Boli mnie głowa, jest mi zimno i nie śpię. Przynajmniej zrobiłem herbatę ze składników, które znaleźliśmy we wspólnej kuchni. Zdjąłem też pnączową bulwę kurczaka z torby, którą zostawiłem. Mój partner przypadkowo wziął na dół inne jedzenie, w tym kuchenkę. Idę spać.

Widok z chaty Betlemi

Kaukaz, gruzińska flaga i kamienna toaleta

Widok z chaty Betlemi
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com

Dzień trzeci

Zejście do cywilizacji

Wychodzę ze śpiwora o 7:30 rano. Tym razem jestem sam w pokoju. Nadal nie czuję się dobrze. Robię herbatę w kuchni, kradnę od kogoś chleb i kawałek salami. Głód to świnia. Może mi wybaczy. Wyjeżdżam po siódmej. Po drodze stopniowo zbieram dwóch Słoweńców i Amerykankę, z którymi rozmawiałem wczoraj na skromnej kolacji. Poznajemy Jirkę i Milana, którzy spali w namiocie na pięknej trawiastej łące pod lodowcem. Również dwóch innych Czechów, którzy również wczoraj byli na szczycie. Powiedzieli, że wyszli dopiero o wpół do ósmej. Nie mieli takiej zimy, a dzięki super pogodzie nie było chmur, które zwykle po południu tworzą się wokół szczytu. Na szczęście nie dotknęła ich nawet lawina, która czasem po południu przychodzi z ociepleniem. Dojeżdżamy do kościoła Cminda Sameb, gdzie o wpół do jedenastej znów spotykamy Michała. Bezchmurny Kazbeg kąpie się w słońcu. Z dołu wygląda na to, że był to po prostu relaksujący, przyjemny spacer.

Gruzińska harmonia

Błękitne niebo i śnieg na szczytach gór inspirują artystów wszystkich gatunków. To, co wygląda jak kadibudka po prawej stronie, jest w rzeczywistości teleportem na górę .. :)

Gruzińska harmonia
Autor: Pavel Mraz © gigaplaces.com
Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub