Zimbabwe

Wodospady Wiktorii - rafting na rzece Zambezi

Rafting pod Wodospadami Wiktorii

Ona napisała 174 artykuły i obserwuje go / ją 8 podróżnicy
(1 ocena)
Wodospady Wiktorii - rafting na rzece Zambezi
Wstawiony: 07.07.2020
Autor: Wild Horizons White Water Rafting Crew © gigaplaces.com
Nadaje się do:
Poszukiwacze przygód
Sportowcy
Podróżnicy
Ekstremiści
Byli tam:

Uważa się, że rafting na rzece Zambezi poniżej Wodospadów Wiktorii jest najtrudniejszym komercyjnym raftingiem na świecie.

Przejście przez bystrza jest naprawdę trudne

Kiedy usłyszałem o spływie na rzece Zambezi poniżej Wodospadów Wiktorii, byłem trochę sceptyczny co do kolejnej pułapki turystycznej. Zambezi to bardzo spokojna, szeroko płynąca rzeka nad wodospadami, po której leniwie przepływają statki wycieczkowe, a turyści otrzymują zawyżone obiady. Dodatkowo w listopadzie występuje pora sucha i poziom wody jest niższy. Ale potem dowiedziałem się, że podobno jest to najtrudniejszy komercyjny spływ na świecie i moje zainteresowanie wzrosło. Przekonały mnie jednak tylko historie uczestników, którzy opisali ogromne bystrza i policzyli, ile razy się przewracali i kąpali. Pomyślałem więc, że to doświadczenie może być warte 130 dolarów, które nie są chrześcijanami. Jednak następnego ranka sprawdziłem, czy to dobry wybór. Transport, szkolenia i sprzęt były na najwyższym poziomie, a moje zaufanie do tej organizacji rosło. Nawet zwykły podpis na temat „Wiem, że muszę, nie wolno mi utonąć” itp. Został elektronicznie zarejestrowany na iPadzie. Wybieramy solidnie wyglądający sprzęt i wsiadamy na ciężarówkę, która zawiezie nas na słynny Most Wiktorii. Tutaj musimy zejść głęboko na dno kanionu po dość stromej kamienistej ścieżce i metalowych drabinach. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę wodospady prawie bezpośrednio pod jedynym mostem między Zimbabwe a Zambią. Przed wyjściem na wodę kończymy szkolenie z wiosłowania na różne komendy sternika i od razu udajemy się na nią. Dowiadujemy się, że na odcinku około 26 km czeka na nas w sumie 19 dużych bystrzy. Progi są trudne od WW III + do WW V, a niektóre mają całkiem trafne nazwy, takie jak „Pralka”, „Schody do piekła”, „Diabelska muszla klozetowa” i tym podobne. Liczne bystrza zaliczane do kategorii III WW + nie wliczają się do łącznej liczby 19, tylko szybko prowadzą nas w coraz bardziej dzikie tereny. Płyniemy dwoma tratwami, każdy z 5 klientami, sternikiem i jego pomocnikiem. Otaczają nas trzy kajaki, których zadaniem jest złapanie tych flisaków, którzy po wypadnięciu z łodzi nie dopłyną z powrotem do tratwy, a ponadto filmują i fotografują. Po przekroczeniu pierwszych bystrzy o stopniu trudności IV wojny światowej + patrzę na gromkiego starszego angielskiego farmera, który wiosłuje obok mnie, który pierwszy raz jest na tratwie i widzę w jego oczach, że zaczyna rozumiem dobrze, co oznacza trudny spływ. Na następnych bystrzach gigantyczna fala rzuca go na mnie przez tratwę, więc po prostu nie mogę wydostać się z łodzi przy odrobinie szczęścia. Jednak sukcesywnie się poprawiamy i zyskujemy pewność siebie. Chętnie wykonujemy rozkazy sternika, choć czasami z trudem je słyszymy z powodu szumu wody i fal przetaczających się nad naszymi głowami. Głównie trzymaj wiosło i pozostań w łodzi! Wykorzystujemy ciszę pomiędzy poszczególnymi bystrzami, aby podziwiać niesamowite widoki na kanion Zambezi. Pionowe ściany bazaltowe, wysokie na około 100 m, łukują się nad naszymi głowami i oddalone są od siebie o około 100 m, a większość z nich zajmuje dziko płynąca rzeka. Doświadczony przewodnik pokazuje nam orły żeglarskie i inne ptaki. Potem niestety pokazał nam odpoczywające na brzegach krokodyle. Co prawda przez wiele lat są znacznie mniejsze od olbrzymów nad wodospadami, ale jego zapewnienie, że wioślarze nie zaatakowali, nie było do końca przekonujące. Tak więc adrenaliny nie brakuje nawet między bystrzami. W każdym razie, po wykryciu obecności krokodyli, rozmieszczenie całej załogi w wiosłowaniu i wykonywanie poleceń sternika było jeszcze bardziej sumienne. Jest początek listopada, więc przepływ jest mniejszy (ma „tylko” ok. 1500 m3 / s), a wzdłuż rzeki czasami widoczne są ogromne głazy. Mówi się, że w porze deszczowej przepływ wzrośnie do 10 razy, a poziom rzeki wzrośnie o ponad 12 m, a wszystko znajdzie się pod wodą. Podobno fale i cylindry bystrzy są łagodniejsze, ale ogromny prąd uniemożliwia pływanie.

Przejście przez bystrza jest naprawdę trudne
Autor: Wild Horizons White Water Rafting Crew © gigaplaces.com

Na tej dzikiej rzece przewrócenie tratwy jest naprawdę łatwe

Jeden z bystrzy zaliczany jest do najwyższego stopnia trudności VI wojny światowej. Nazywa się „Commercial Suicide” i na szczęście dla nas jest to zakazane podczas naszej podróży. Konieczne jest więc ostrożne pociągnięcie tratwy po linie. Wychodzimy i idziemy zobaczyć „bystrza” na skałach. Zasadniczo jest to taki stopniowy wodospad. Potykając się o skały, podziwiamy formacje geomorfologiczne – gigantyczne garnki. Znamy je z naszej rzeki Vydry, ale rozmiary i częstotliwość tutejszych doniczek są naprawdę niespotykane. Kiedy już wspięliśmy się na barierę skalną, okazuje się, że na tratwę możemy wrócić tylko skacząc ze skały znajdującej się na głębokości około trzech metrów w głąb rzeki i wpadając w ciszę, gdzie tratwa jest już zaparkowana. Woda jest przyjemnie ciepła, ale to kolejne przeżycie pełne adrenaliny. Zbliżamy się do końca rejsu. O dziwo, jeszcze nie przewróciliśmy się, a woda tylko zmiotła naszego walijskiego pilota. Jednak przewodnik śmieje się z naszej rosnącej pewności siebie i informuje, że przedostatnie bystrza nazywają się Oblivion (Unkind), ale nazywa się to „Public Swimming Pool”. On oczywiście wiedział, o czym mówi, najpierw przebiliśmy gigantyczny cylinder z wodą, ale potem ogromna fala przewróciła całą tratwę. Lecę do wody, tratwa na mnie, a za nim wielki Anglik i inni. Sekundy głęboko w wirującej wodzie, gdzie trudno powiedzieć, gdzie jest w górze, a gdzie w dół, były wystarczająco długie. W takich warunkach nie warto próbować pływać pod wodą, więc czekam tylko, aż kamizelka w końcu wyciągnie mnie na powierzchnię i przytrzyma wiosło. Szybko do tratwy i złap za liny. Przewodnik i asystent wspinają się zwinnie na odwróconą tratwę i umiejętnie ją przewracają. Wspinamy się ciężko i docieramy do szybko zbliżających się ostatnich bystrzy. Jednak najtrudniejsza część wydarzenia wciąż na nas czeka. Musimy wspinać się po stromych kamiennych stopniach tych około 100 mw południowym upale. Na szczęście sprzęt niosą organizatorzy, którzy również wysadzają tratwy i wyciągają je na górę. Rafting na Zambezi bardzo urozmaicił nasz pobyt w dość skomercjalizowanej okolicy w pobliżu wodospadów. Z odpowiednią odwagą lub doświadczeniem naprawdę warto. Biorąc pod uwagę, że jest prawdopodobne, że dana osoba będzie pić dużo wody z afrykańskiej rzeki, bardzo polecam odpowiednie szczepienie, a także mam pod ręką odpowiednie tabletki na ewentualne problemy trawienne.

Na tej dzikiej rzece przewrócenie tratwy jest naprawdę łatwe
Autor: Wild Horizons White Water Rafting Crew © gigaplaces.com
Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub