Podejście na Kilimandżaro przez Machame
Kilimandżaro, dach Afryki, najwyższa wolnostojąca góra świata. To wszystko jest wielką atrakcją dla wielu turystów i poszukiwaczy przygód. Nie byliśmy wyjątkiem, a kiedy Tanzania pozostała otwarta dla turystów podczas pandemii, był to dla nas oczywisty wybór, na sam szczyt prowadzi kilka ścieżek, a wahaliśmy się między dwoma najpopularniejszymi – Marangu i Machame. Zaletą wyprawy Marang jest to, że jest ona o dzień krótsza (5–6 dni), mniej wymagająca (stąd też nazywana jest Coca-Cola) i śpi w domkach, więc nie potrzeba aż tylu nosidełek i wychodzi taniej. Chociaż podróż Machame jest nieco trudniejsza (nazywa się Whisky), zawsze prowadzi w górę, w dół, w górę, w dół, ale ma wiele innych zalet, które dominowały w naszym kraju. Jej profil jest idealny do aklimatyzacji, droga powrotna prowadzi inną drogą niż ta prowadząca, a podobno jest to droga z najpiękniejszymi widokami przyrodniczymi. Ale obiektywnie oceniłbym to tylko wtedy, gdybym je wszystkie przejrzał. :-)
Moshi
Jednym z najbardziej odpowiednich punktów wyjścia do wspinaczki jest miasto Moshi, które leży w niewielkiej odległości od Parku Narodowego Kilimandżaro.
Wschód słońca
Przy wyborze noclegu dobrze jest sprawdzić, czy hotel oferuje widoki na góry. Nasz hotel (East Point Hotel) miał taras na dachu z widokiem na wszystkie strony.
Widok na Kilimandżaro
W ciągu dnia góra jest zwykle spowita chmurami. Najlepsze warunki do ładnego widoku są zarówno nocą, jak i wczesnym rankiem.
Brama wjazdowa Machame
Rano nasz przewodnik odebrał nas z hotelu i wyruszyliśmy do Machame Gate, z której startujemy na wysokości 1800 m. Podróż (z mniejszymi przystankami na uzupełnienie zapasów) trwała około godziny.
Dzień pierwszy
Brama Machame (1800m) → Obóz Machame (2835m): (11km, 6–7h) Pierwszego dnia droga zawsze wspina się po łagodnym wzgórzu i prowadzi przez piękny las deszczowy. Tempo jest czasami zbyt wolne, ale przewodnicy nie pozwolą nam jechać szybciej (podobno ze względu na aklimatyzację). Nieustannie słuchamy ich „pola terenowego”, co w języku suahili oznacza „powoli”. :-)
Guerez
Nad głowami w koronach drzew chodzą małpy z długim włochatym ogonem – guereza (małpa Colobus). Oprócz nich widzieliśmy wiele owadów, motyli w różnych kolorach, ale także kameleona.
Nonsens
Jednym z najciekawszych kwiatów jest tu „niecierpek kilimandżari”, popularnie nazywany „trąbą słonia”. Nie występuje nigdzie indziej na świecie niż w Parku Narodowym Kilimandżaro.
Camping Machame
Wczesnym wieczorem dotarliśmy do pierwszego obozu Machame na wysokości 2835m. Pogoda dopisała i mieliśmy okazję zobaczyć szczyt Kilimandżaro.
Dzień drugi
Obóz Machame (2835m) → Camp Shira Cave (3750m): (5km, 6h) Następnego dnia po śniadaniu udaliśmy się na kolejną część wycieczki. Krajobraz zmienił się z lasu na wrzosowisko i otworzył wspaniałe widoki na okolicę.
Wrzosowisko
W miarę jak wspinamy się coraz wyżej przez strefę wrzosowisk, pojawiają się pierwsze chmury, a także dziwne rośliny „starego drzewa” – senecie. Tak ogromne senecie nie występują nigdzie indziej na świecie.
W chmurach
Następnego dnia teren jest trudniejszy i bardziej stromy, ale sama podróż jest krótsza.
Wrzosowisko
Na kemping Shira Cave dotarliśmy tuż po południu, więc było mnóstwo czasu na zwiedzanie okolicy i relaks. Towarzyszył nam tu kruk białoszyi.
Widoki wieczorne
Kemping znów miał fantastyczne widoki – zwłaszcza wieczorem po stopieniu się chmur. Z jednej strony wznosił się szczyt Kilimandżaro, z drugiej strony chmury przesuwały się między ostrymi grzbietami górskimi.
Dzień trzeci (część pierwsza)
Kemping Shira Cave (3750m) → Lava Tower (4600m): (7km, 4h) Rano pojawiła się góra Meru (4562m) oddalona o ponad 60 kilometrów. Potem znów spakowaliśmy się i po śniadaniu wyruszyliśmy na przygodę.
Dramatyczny krajobraz
Krajobraz stopniowo zmieniał się z wrzosowisk na półpustynny, a ośnieżony dach Afryki stał bezpośrednio przed nami (prawie na wyciągnięcie ręki, ale wygląd jest zwodniczy).
Dramatyczny krajobraz
Skalisty teren był znowu nieco trudniejszy, a wysokość powoli zaczynała się pojawiać.
Wieża lawy
Szczytem trzeciego dnia była wieża lawowa o wysokości 4600m. Tam zjedliśmy obiad, chwilę odpoczęliśmy i zaczęliśmy schodzić w kierunku kempingu Baranco.
Dzień trzeci (część druga)
Lava Tower (4600m) → Camp Baranco (3900m): (3km, 2h) Kolejna część drogi prowadziła w dół od wieży lawy, która była idealna do aklimatyzacji. Wokół nas rosło mnóstwo lobeli i starców.
Gigantyczni starcy
Niektóre okazy osiągają wysokość pięciu metrów. Jednak zwykle mają około trzech metrów wysokości.
Gigantyczni starcy
Lokalna roślinność często wydaje się w ogóle należeć do naszej planety. Zwłaszcza gigantyczne staruszki (senecie). Było ich wielu, zwłaszcza wokół kempingu Baranco.
Ściana Baranco
Zbliżając się do kempingu, widzimy dużą ścianę zwaną Baranco, która jest uważana za najbardziej niebezpieczną część podróży.
Camping Baranco
Okolice kempingu Baranco mają najbardziej dramatyczny krajobraz ze wszystkich kempingów przy drodze do Machame, z drugiej strony nie widać stąd szczytu Kilimandżaro.
Dzień czwarty
Kemping Baranco (3900m) → Kemping Karanga (3995m): (6km, 4h) Po wczesnym śniadaniu pora podbić mur Baranco, a następnie udać się na kemping Karanga. Tutejsze kruki znów dotrzymują nam towarzystwa.
Ściana Baranco
Dla mniej doświadczonych wędrowców ta część podróży może wydawać się trudniejsza, ale nie jest ona ekstremalna i większość ludzi nie ma tu większych problemów. Jest jednak kilka miejsc, w których musisz trzymać się rękami. To prawdopodobnie najbardziej stroma część całej podróży Machame.
Kraj
Krajobraz jest tu zróżnicowany, z wieloma widokami na okoliczne góry lub w dół do zielonej doliny. Są tam mniejsze strumienie z wodospadami i gigantycznymi kamieniami wielkości domów.
Horyzont
Przy sprzyjającej pogodzie piękne widoki otwierają się na dolinę, która jest jedną z najtrudniejszych tras do Kilimandżaro – trasą Umbwe.
Kamień do całowania
Najbardziej znanym miejscem na murze Baranco jest tak zwany „Całujący kamień”. Kamień, wokół którego jest wąska ścieżka i aby go przekroczyć, trzeba go przytulić.
Widoki na ścianę Baranco
Na górze są też piękne widoki – te, które nie są spowite chmurami… :-) Dalej droga prowadzi przez średnio trudny teren wokół skał i gigantycznych kamieni.
Camping Karanga
Ostatnia część trasy czwartego dnia prowadzi w dół do doliny, a następnie ponownie w górę do kempingu Karanga. Osobiście ta część wydawała mi się trudniejsza niż sama ściana Baranco, ale mogło to być spowodowane zmęczeniem i pogodą, która zamieniła się w mżawkę.
Sylwester
Mimo wielkiego zmęczenia i lekkiego bólu głowy, postanowiliśmy wstać przed północą i uczcić zbliżający się nowy rok 2021. Pod nami miasto Moshi i góra Meru w oddali. Niestety z tej odległości fajerwerki noworoczne nie były zbyt wyraźne.
Dzień piąty
Camp Karanga (3995m) → Camp Barafu (4673m): (4km, 4h) Piątego dnia mieliśmy tylko krótki, 4-kilometrowy odcinek. Jednak tego dnia pogoda zupełnie nam nie odpowiadała i w połowie nawiedził nas ulewny deszcz. Zanim mogliśmy włożyć kurtki przeciwdeszczowe, wszystkie nasze ubrania były przemoczone. Na szczęście kilka godzin po przybyciu do obozu Barafu znów było pięknie i ukazała się nam piękna góra Mawenzi (5149m).
Warianty
Możliwe jest połączenie czwartego i piątego dnia i tym samym zaoszczędzenie jednego dnia wycieczki. Zaletą jest to, że cały trekking będzie nieco tańszy, minusem jest krótsza aklimatyzacja i odpoczynek, co ogranicza sukces wejścia na szczyt. W końcu cieszyliśmy się, że wybraliśmy wariant siedmiodniowy, dzięki czemu mieliśmy dodatkowy czas na wyschnięcie mokrej odzieży. Górny lodowiec był widoczny z obozu i wydawał się tak blisko, że można było się tam wspiąć w godzinę. W rzeczywistości jest to przewyższenie ponad 1200m i mieliśmy około siedmiu godzin wspinaczki. Położyliśmy się spać tuż po zachodzie słońca, ponieważ budzik był ustawiony na 23:30.
Dzień szósty - wejście
Obóz Barafu (4600m) → Uhuru (5895m): (5km, 7h) Tuż przed północą wstajemy i wzmocnieni ciasteczkami i herbatą ruszamy na szczyt. Marsz nocny był nieskończenie długi iz pewnością nie był łatwy. Im wyżej byliśmy, tym częściej musieliśmy robić przerwy. Na szczycie było coraz więcej śniegu, a ruch w nim był coraz trudniejszy. Około godziny 6 rano byliśmy bardzo wyczerpani do punktu Stella (5756m), gdzie zbiegają się inne szlaki wspinaczkowe (np. Trasa Marangu) i po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej – do szczytu było „niewiele” . Po chwili trudnej i powolnej wspinaczki obejrzeliśmy piękny wschód słońca tuż pod szczytem.
Zdobywanie szczytu
Zaledwie kilka metrów i wreszcie wita nas znak górny i stajemy na najwyższym punkcie Afryki – Uhuru (5895m).
Krater Reuscha
Po stronie północnej widzimy krater wulkanu Kira, który nazywa się Reusch. Jest jednak niższy od samej góry – Uhuru.
Lodowiec
W oddali za lodowcem wznosi się góra Meru. Pozostałości lodowca topnieją bardzo szybko i niewykluczone, że za kilka lat znikną całkowicie.
Droga w dół
Uhuru (5895m) → Kemping Mweka (3100m): (11km, 8h) Szczyt został zdobyty, ale czeka nas bardzo trudne i długie zejście.
Zejście
Po drodze zatrzymaliśmy się w obozie Barafu, gdzie spakowaliśmy się, zjedliśmy i udaliśmy się do obozu Mweka. Zejście jest trudne i daje dużo pracy kolanom. Generalnie mijamy wszystkie strefy od lodowca, przez kamienistą pustynię, wrzosowiska do granicy lasu, w którym znajduje się obóz. Po drodze mijamy samotny wózek inwalidzki, który służy do transportu rannych.
Dzień siódmy
Kemping Mweka (3100m) → Brama Mweki (1980m): (10km, 3h) Ostatni odcinek ścieżki prowadzi ponownie przez las i nie jest zbyt wymagający. Na dole przy bramie otrzymaliśmy zaświadczenie o udanym zdobyciu szczytu Kilimandżaro, po czym udaliśmy się na zasłużony obiad i na koniec zabrano nas z powrotem do miasta Moshi.
Shimbwe
Po wymagającej siedmiodniowej wędrówce nie chcieliśmy spędzać czasu relaksując się w tętniącym życiem Moshi, dlatego wybraliśmy małą wioskę Shimbwe, gdzie zatrzymaliśmy się w Shimbwe Meadows Guest House, skąd rozpościerały się wspaniałe widoki na dach Afryki.
Wodospad Materuni
Jedną z atrakcji, które można polecić w okolicy Kilimandżaro, jest wodospad Materuni, znajdujący się na skraju Parku Narodowego Kilimandżaro.
Artykuły w pobliżu
Lista gigantów: Najpiękniejsze miejsca w północnej Tanzanii
… Kontynuuj czytanie