Republika Czeska

Skialp w Beskidach

Ona napisała 19 artykuły i obserwuje go / ją 8 podróżnicy
(1 ocena)
Skialp w Beskidach
Wstawiony: 01.03.2021
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com
Nadaje się do:
Sportowcy

Gdy Korona jest w Czechach, można np. Wybrać się w Karkonosze. Można tam odbywać nie tylko dobre wspinaczki przez las, ale także przyjemne zjazdy po otwartym terenie, niestety w większości przypadków nie są one zgodne z ochroną cietrzewia – prawdziwą lub wyimaginowaną. Przyjęliśmy więc zaproszenie w Beskidy i spędziliśmy wspaniały weekend z miejscowymi w domku „Kuča”, w którym jest nie tylko internet, ale i sygnał, a także sucha toaleta. Na dole we Frenštácie była już jazda na rowerze, ale nawet śniżyliśmy podczas dwudziestokilo­metrowej wędrówki, która obejmowała wspaniały freeride przez las. Koniec lutego 2021 r.

Potok Kněhyňka

Wszystko zasługa znalezienia śniegu i zaplanowania udanej wędrówki dla Libora Fojtíka – fotografa, którego spotkałem przypadkiem podczas jednej pracy. Wieść się rozniosła, więc najpierw z mężem przyjęliśmy jego zaproszenie do Harrachova, gdzie dołączyliśmy do wędrówki do polskiej granicy (a przy okazji), a potem skorzystaliśmy z oferty chaty w Beskidach o nazwie „Kuča”. ”, do którego jego stara rodzina stała się naszym celem na wiosenne wakacje. W międzyczasie rząd ogłosił kolejny stan wyjątkowy, więc byliśmy zmuszeni wracać w niedzielę – wakacji nie było, ale kiedy wyjeżdżaliśmy z Pragi w piątek wieczorem, nie zamierzaliśmy zmieniać nastroju.

Potok Kněhyňka
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com
Najlepszy partner
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Najlepszy partner

Odkąd jedzie z nami pies Bodie, narciarstwo nabrało zupełnie nowego wymiaru. Musisz włożyć (czerwone) buty przeciw zamarzaniu na łapy i trochę jedzenia, ale to wszystko. Komendą „Bodie, hop” pozwalasz ukochanemu stworowi wejść do chaty w aucie i masz partnera, który pobiegnie za tobą w największą zaspę, zniesie równy bieg, a ty zejdziesz dziesięć kilometrów w dół lekko nachylona droga, leci za tobą przez las, a ty podskakujesz głęboko, on idzie drogą, czekając, aż zdejmiesz lub zapniesz pasy – nie musi w nic nosić. Gdy przejeżdżasz dwadzieścia kilometrów, prawdopodobnie biegnie podwójnie, ponieważ musi sprawdzić, czy grupa się trzyma, a także ma kij, którym możesz w niego rzucić.

Dom

Przyjechaliśmy do Kuča o dziewiątej wieczorem, to tylko cztery godziny drogi od Pragi, chata jest około pięćset metrów pieszo, samochód można zaparkować przed hotelem Martiňák po wcześniejszym umówieniu, jest dobrze też mieć pozwolenie na wjazd. Kuča to cudowne miejsce, to chata włóczęgów, a raczej chata, w której radość i natura ludzi umiejących spędzać czas i jedna wielka rodzina promieniują ze wszystkich stron. Jest kronika, na ścianach zdjęcia i różnego rodzaju nieruchomości, w tym kajak zawieszony nad sufitem w oficynie z kominkiem, jest księga operacyjna, w której należy się zarejestrować i podać cel spotkania. Woda płynie ze studni, a kuchnia jest zimna, ale nie przeszkadza to, bo nagrzewa się w piecu w dwóch głównych pomieszczeniach, które za chwilę są naprawdę nagrzane. W toalecie znajdziecie napis: „Kto się rano nie wstydzi, nie bawił się wczoraj” i oddaje istotę.

Dom
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com
Nie można było iść wzdłuż strumienia
Autor: Markéta Fibigerová © gigaplaces.com

Nie można było iść wzdłuż strumienia

Wyruszyliśmy z Kučy o wpół do ósmej rano i udaliśmy się na Kněhynę (1257 m). Popłynęliśmy żółtym światłem do Podolánky, aby zwerbować czwartego członka drużyny, który już na nas czekał, a następnie przeszliśmy z nim wzdłuż potoku Kněhyněk do Kněhyně. Gdybyśmy nie mieli tak mocnej przewagi, moglibyśmy się miejscami wahać, ale nie tak, około dwa razy dzielnie przekroczyliśmy strumień i skakaliśmy na boki z nartami w rękach i wreszcie szliśmy przez las z nartami na nartach. bajgiel na stosunkowo stromym terenie, ponieważ przerywana na mapie po prostu nie można było jechać.

Spacerujemy po lesie
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Spacerujemy po lesie

Mieliśmy nad sobą Jaskinię Kněhyňská, część wody ze strumienia wskakiwała do środka i śnieg wyglądał, jakby był tylko skorupą z góry. Bodie posłusznie zamiatał za nami, był mądrzejszy nie tylko po drugiej stronie strumienia, ale także w drodze w górę, dowiedział się, że najlepiej trzymać się blisko tego, który depcze ścieżkę.

Pomnik Kapłanki

Szczyt Kněhyně jest obecnie niedostępny, ponieważ jest częścią rezerwatu, ale chłopcy przyjeżdżają tu raz w roku – mają szczególny powód – aby pozdrowić przyjaciół pod pomnikiem z krzyżem. Umarli w młodym wieku i trochę zaskoczyli wszystkich. Byli częścią imprezy wspinaczkowej Acorn. Jednym z nich był Ivoš, czyli Kuba, który rozbił się podczas wspinaczki na najwyższą górę Nowej Zelandii, Mount Cook. Powodem była zła pogoda i ograniczona widoczność. Jego przyjaciel Petr próbował go zejść na dół przez całą noc, tylko po to, by stwierdzić jego śmierć. Ten sam Peter padł ofiarą morderstwa podczas wędrówki po Pakistanie, gdzie był ze swoją dziewczyną Gabiną. Oboje zostali pobici kamieniami w nocy w namiocie, zapewne ze względu na sprzęt, rok urodzenia mają taki sam jak my. „Życzę odważnego szczęścia…” tylko do czasu, aż ci się uda. Pijemy w ich pamięci i na chwilę dajemy się ponieść myślom o wolności, podróżach i nieprzewidy­walnych zbiegach okoliczności.

Pomnik Kapłanki
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com

Zjazd z Čerťák

Z Kněhyně schodzimy w dół do siodła, jest lekko w dół – kilkaset metrów wysokości, abyśmy mogli potem ponownie na nie nadepnąć do Diabelskiego Młyna. Tutaj spotykamy kilku turystów, poza tym na zewnątrz nie ma dziś wiele, jest deszczowo i mglisto. – Jak sprawić, by ten pies założył buty? – pyta para z innym border collie. Nie odpowiadamy na to pytanie po raz pierwszy, po prostu odchodzi, to nie do końca nasza wina, pewnie mu to nie przeszkadza, albo jest tak mądry, że wie, że bez nich podarłby swoje plecaki. Zjazd z Čerťáka przez las jest znany, miejscami jest skorupa, ale można jechać dalej, teren jest dość stromy – taka czarna trasa, to przyjemność, nawet jeśli jest mgła. Wracamy do Diabelskiego Młyna, a następnie idziemy cztery kilometry łagodnie w dół do Bařiny. Czeka nas przytulny domek, w którym po zalaniu w piecu szybko się nagrzewa. Naklejki z domowym likierem imbirowym, dobre samopoczucie i rozmowa do nocy.

Zjazd z Čerťák
Autor: Libor Fojtík © gigaplaces.com
Oklaskuj autora artykułu!
Udostępnij to:

Oni tu byli (0)

Bądź pierwszy, który tam będzie!

Chcą tam (0)

Bądź pierwszym, który zechce tam pojechać!

Byłeś tam? Przekaż dobrą radę podróżnym, którzy chcą udać się w ten obszar lub dodać miejsca do odwiedzenia.

Chcesz tam iść? Nie ma nic łatwiejszego niż porozumienie się z innymi i wyruszenie w podróż lub otrzymanie wskazówek na temat miejsc, które chcesz zobaczyć.

Zajęcia

Praktyczne informacje

Dzięki!

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Już ocenione 1 podróżny

Czy byłeś tam? Napisz recenzję tego miejsca

Musisz być zalogowany, aby opublikować recenzję lub